ARCHIWUM 1999-2017

Jak Mariusz Kocój ze szpitala odchodził

Mariusz Kocój, kontrowersyjny dyrektor krośnieńskiego szpitala, zrezygnował z zajmowanego stanowiska. Jak wyglądał piątek (27.11) - ostatni etap największego kryzysu w historii szpitala i niepokojów społecznych w Krośnie ostatnich lat.
Adrian Krzanowski
Mariusz Kocój opuszcza swój gabinet po złożeniu rezygnacji ze stanowiska dyrektora szpitala

Godz. 9.00.

Dzwonimy do senatora Stanisława Zająca (PiS), byłego marszałka sejmu. Chcemy dowiedzieć się, czy od czasu ostatniej rozmowy podjął jakieś działania na rzecz rozwiązania konfliktu w szpitalu. - Cały czas rozmawiam z zarządem województwa - mówi. Pyta też o wyniki sondażu w portalu. Podkreśla, że zwolennicy obecnego dyrektora mają znaczną przewagę.

Na pytanie o opinię w sprawie sytuacji w szpitalu, 46% głosujących uznało, że dyrektor jest dobrym menedżerem, 34% wybrało odpowiedź: "Osoba dyrektora i jego metody zarządzania są kontrowersyjne, szpitalem powinna kierować osoba bardziej kompetentna, która także będzie realizowała program naprawczy." Choć odpowiedzi w sondażu były nieco bardziej złożone, powszechnie interpretowano je jako poparcie dla dyrektora lub lekarzy.

Również w szpitalu pojawia się wywieszka z wynikami sondażu na portalu. Tak zinterpretowano jego wyniki

Godz. 10.00.

Pod urzędem marszałkowskim w Rzeszowie (podlega mu krośnieński szpital) odbywa się pikieta krośnian w sprawie obrony szpitala. Zjeżdżają się dziennikarze. Do sekretariatu marszałka województwa Zygmunta Cholewińskiego wchodzą przedstawiciele Społecznego Ruchu Obrony Szpitala. Kilkanaście minut później zostają wpuszczeni także dziennikarze.

Spotkanie przedstawicieli Społecznego Ruchu Obrony Szpitala z marszałkiem województwa Zygmuntem Cholewińskim

Józef Guzik, znany krośnieński przedsiębiorca i działacz społeczny, mówi mediom: - Nie może być tak, że ingeruje się w sytuacjach tragicznych. Szpital od wielu miesięcy nie działa normalnie. Od pana marszałka nie dowiadujemy się niczego dobrego, nie wiemy jak chce rozwiązać ten problem. Dodaje również: - Władza nie powinna dopuszczać do takiej sytuacji, żeby reagowało społeczeństwo. Nie może być tak, żeby społeczeństwo porzucało swoje obowiązki w pracy i troszczyło się o sprawy społeczne, które powinny być rozwiązywane przez władzę przez nas wybraną. Grażyna Więcek z Fundacji Otwartych Serc przekazuje z kolei marszałkowi listy podpisów z protestem przeciwko likwidacji szpitala.

Zygmunt Cholewiński był w piątek zaniepokojony sytuacją i narastającym napięciem

Marszałek, wyraźnie zdenerwowany sytuacją, zapewnia, że szpital będzie funkcjonował normalnie od 1 grudnia. Powtarza też swój niepokój: - Nie chcemy, aby takie wydarzenia miały miejsce w przyszłości w innych szpitalach. Nie chcemy, aby jedna grupa zawodowa decydowała o losach całego szpitala - mówi. - Jak pan ocenia lekarzy jako profesję? - pytamy. - Oceniam, że lekarze pracują bardzo sumiennie, wykonują swoje czynności najlepiej jak potrafią, dbają o zdrowie i życie pacjentów, to jest ich misja. Natomiast lekarze nie mogą decydować o tym, kto będzie zarządzał szpitalem - powtarza Zygmunt Cholewiński i dodaje, że ma też listy poparcia dla dyrektora od innych pracowników szpitala. - Może lekarze chcą pracować, tylko nie zgadzają się z apodyktycznym stylem zarządzania dyrektora? - dopytuje portal. - Kwestia osobowości pana dyrektora jest sprawą drugorzędną. Sprawy ewentualnego mobbingu powinny być rozstrzygane przez stosowne organy.

- Jak by się pan czuł leżąc dziś jako pacjent w krośnieńskim szpitalu? - pyta portal. - Pan redaktor zadał już wszystkie możliwe pytania - ucina rzeczniczka marszałka.

Przedstawiciele Krosna u marszałka województwa, od lewej: Zbigniew Kubit (radny PO), Stanisław Słyś (przewodniczący Rady Miasta, Klub Samorządowy), Stanisław Piotrowicz (senator PiS), Bogusława Romanowska (radna PiS)

Z marszałkiem spotyka się też reprezentacja radnych Krosna: Stanisław Słyś (Klub Samorządowy), Zbigniew Kubit (PO) i Bogumiła Romanowska (PiS) oraz senator Stanisław Piotrowicz (PiS). Przekazują marszałkowi stanowisko Rady Miasta w sprawie sytuacji w szpitalu. "Zwracamy Pańską uwagę na narastające społeczne niezadowolenie z pełnienia funkcji dyrektora przez Pana Mariusza Kocója". Radni wyrażają też niepokój w sprawie odwołania Piotra Przytockiego z funkcji szefa Rady Społecznej Szpitala. "Domagamy się od Pana Marszałka uwzględnienia w składzie Rady przedstawiciela Samorządu Miasta Krosna".

Marszałek komentuje: - Jeżeli Rada Miasta będzie miała wolę przejąć szpital w Krośnie, to my przekażemy ten szpital do prowadzenia, bo jest to możliwe i jesteśmy gotowi do negocjacji. Jeżeli Rada Miasta i prezydent Krosna chcą decydować w sporze między dyrektorem szpitala a lekarzami, to niech przejmie do prowadzenia ten szpital.

Elżbieta Łukacijewska, posłanka Parlamentu Europejskiego, tuż po wyjściu od marszałka województwa

Marszałek rozmawia też z Elżbietą Łukacijewską, posłanką Parlamentu Europejskiego (PO). Komentuje ona później: - Ze szpitala w Krośnie zrobiono PiS-owską pokazówkę. Pan marszałek musi się wznieść ponad dyrektywy radnych sejmiku PiS i jako gospodarz województwa podjąć odważną decyzję. Jednej osoby, która rządziła trzema szpitalami i w każdym z nich dochodziło do ostrych konfliktów, nie można stawiać po jednej stronie, a po drugiej 200 tysięcy mieszkańców.

Stanisław Bajda

Wśród protestujących na korytarzu w urzędzie marszałkowskim pojawia się Stanisław Bajda, jeden z członków zarządu województwa (PiS). - Zarząd daje dziesiątki milionów, wspiera szpital, dał dobrego dyrektora, żeby wyprowadził go z długów, a wy coś jeszcze chcecie - tą wypowiedzią zdenerwował ludzi. - Ale pan jest naszym przedstawicielem, wybranym przez społeczeństwo, za rok spotkamy się przy urnach, niech pan ratuje krośnieński szpital - ripostowali protestujący i pytali: - Czy to prawda, że pan Kocój wyleciał dyscyplinarnie z dwóch poprzednich szpitali? - Nie wiem, czy dyscyplinarnie został zwolniony. Tak samo w tych dwóch miejscach środowisko lekarskie spowodowało, że musiał odejść - odparł Stanisław Bajda i dodał: - Kocój udowodnił, że można w publicznym szpitalu prowadzić działalność i wychodzić na czysto. Gdybyśmy wytrwali do końca, to pokazalibyśmy całej Polsce, że mogą funkcjonować publiczne szpitale.

Godz. 12.00

Mariusz Kocój zapowiada, że złoży rezygnację z zajmowanego stanowiska pod warunkiem, że szefowie Związku Zawodowego Lekarzy też złożą rezygnację z pracy w szpitalu. Chodzi o Pawła Wołejszę i Piotra Jurczaka. - Zaproponowałem to po to, aby umożliwić nowemu dyrektorowi sprawne zarządzanie jednostką, nie narażając go na szantaż personalny. Działania tych osób destabilizowały działania szpitala - wyjaśnił. - To jest właśnie styl zarządzania pana dyrektora, na koniec jeszcze skłócić, popsuć relacje między ludźmi. Pan dyrektor tak właśnie pojmuje honor - komentował Paweł Wołejsza. Lekarze ignorują pismo dyrektora uznając je jako "perfidny szantaż".

Godz. 13.00

Emocje sięgają zenitu. Nie wiadomo, co zamierzają zrobić władze województwa. Do wojewody podkarpackiego wpływa bowiem pismo od marszałka województwa. Podpisuje go Kazimierz Ziobro, członek zarządu odpowiedzialny za sprawy służby zdrowia."Z dniem 1 grudnia 2009 r. może zaistnieć realne zagrożenie życia i zdrowia dla ponad 400 pacjentów szpitala w Krośnie. Proszę o logistyczne zabezpieczenie transportu pacjentów do innych placówek służby zdrowia".

Godz. 15.00 - epilog

Ostatnie chwile Mariusza Kocója w gabinecie. Były dyrektor szpitala nabija właśnie fajkę

Mariusz Kocój rezygnuje ze stanowiska dyrektora placówki. Marszałek przyjmuje rezygnację. Żegna się z administracją szpitala i spotyka się krótko z dziennikarzami. W swoim gabinecie, przy biurku, nabija tytoń do fajki. - To dobra mieszanka - mówi spokojnym głosem. - Zapalę później, bo fajkę pali się w towarzystwie przyjaciół - mówi na widok dziennikarza portalu.

Składa krótkie oświadczenie, mówi m.in.: "Złożyłem rezygnację kierując się oceną zaistniałego sporu, brakiem zainteresowania lekarzy, żeby nawiązać nić porozumienia. Kierując się również honorem. Nie chcę narażać ludzi na niepokój, lęk, strach. Chcę pacjentom powiedzieć, że ten szpital zasługuje na to, by o nim dobrze mówić. Jestem natomiast zmartwiony tym, że proces, który został tu rozpoczęty na pewnym etapie został spowolniony."

Twierdzi też, że związki zawodowe lekarzy oskarżały go, oczerniały, manipulowały opinią publiczną przekazując nieprawdziwe informacje. - O jakich kłamstwach i manipulacjach pan mówi? - dopytywał portal. - Czy mają państwo jeszcze jakieś pytania? - odparł Mariusz Kocój. - To już trzeci szpital, z którego pan odchodzi w takiej atmosferze. Jak pan to skomentuje, czy wyciągnął pan jakieś wnioski? - pytał portal. - Dziękuję państwu bardzo za spotkanie - odrzekł Mariusz Kocój i pożegnał dziennikarzy. Spakował swoje osobiste rzeczy do pudła i odjechał do Leżajska.

W TVN24 mówi, że pozostawia szpital w dobrym stanie. Nie wspomina o skonfliktowanej załodze, o podziałach wśród mieszkańców Krosna, o niepokojach, które wzbudził.

Nowym dyrektorem szpitala w Krośnie będzie Mirosław Leśniewski - dotychczasowy dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego, mieszczącego się przy ul. Warzywnej w Rzeszowie. Ma pozytywną opinię środowiska lekarskiego i jest uznawany za specjalistę w zarządzaniu placówkami zdrowia. Mariusz Kocój najprawdopodobniej zajmie jego miejsce.

Paweł Wołejsza, przewodniczący Związku Zawodowego Lekarzy: - W poniedziałek wycofamy wypowiedzenia. Szkoda, że stało się to tak późno. Trzeba wrócić do normalnej pracy szpitala. Ten konflikt był jak pijawka energetyczna, pochłonął dużo naszej wspólnej energii.

Paweł Wołejsza, szef Związku Zawodowego Lekarzy w krośnieńskim szpitalu, chirurg

Lekarze twierdzą, że cała sprawa była dla nich także lekcją pokory. - Musimy przejść katharsis, oczyścić środowisko lekarzy z ludzi i sytuacji, które popsuły naszą reputację. Pewne rzeczy musimy sobie jasno powiedzieć. Chcemy przywrócić należny lekarzom szacunek. Cały konflikt zostanie spożytkowany z korzyścią dla pacjentów - zapewnia Paweł Wołejsza.

ZOBACZ W ARCHIWUM PORTALU:
ZOBACZ TEŻ: