Pływał pod wodą, nikt nie zauważył, że tonie

Poprawia się stan 16-latka, który przez nikogo nie zauważony przez kilka minut leżał na dnie brodzika - wynika z nieoficjalnych informacji. Portal dotarł do osoby, która jako pierwsza znalazła się przy nastolatku i wraz z ratownikami zatrudnionymi na basenie rozpoczęła akcję reanimacyjną. Relacjonujemy też co zarejestrowały kamery monitoringu.
- To, co stało się na basenie, to splot nieszczęśliwych zdarzeń - ocenia instruktor pływania - człowiek, który reanimował 16-latka

Do tragicznego wydarzenia doszło w czwartek wieczorem (15.12). 16-letni krośnian przez kilka minut przebywał pod wodą, wcześniej pływał na wytrzymałość. Leżącego na dnie nastolatka zauważyła 23-letnia siostra i wezwała pomoc. Jeszcze przez przyjazdem karetki udało się przywrócić chłopcu czynności życiowe, ale pozostał nieprzytomny. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Akcję reanimacyjną, wraz z basenowymi ratownikami, przeprowadziła osoba, która dotarła do chłopca jako pierwsza, zaalarmowana przez siostrę nastolatka.

Szukamy odpowiedzi na pytania co stało się tego wieczoru na basenie, dlaczego nikt nie zauważył tonącego i jaką rolę w zdarzeniu odegrali ratownicy, oskarżani o zaniedbanie swoich obowiązków.

Portal dotarł do mężczyzny, który jako pierwszy znalazł się przy nastolatku. Zgodził się porozmawiać bez ujawniania nazwiska. Pomoc była jednak fachowa, bo jest to instruktor i trener pływania, który szczęśliwie w tym czasie był na basenie prywatnie.

Brodzik - to tu 16-latek pokonywał kolejne długości pod wodą bez oddechu

Co wydarzyło się na basenie? - Zauważyłem dziewczynę, która na mnie patrzy i wzywa pomocy. Trzymała chłopaka pod pachy nad lustrem wody. Od tego momentu moja reakcja była rutynowa, działałem w amoku. Gdy dobiegłem, stwierdziłem, że nie ma oddechu, zatrzymana jest akcja serca. Moim celem było tylko podjęcie akcji resuscytacyjnej. Wyciągam go na brzeg, ktoś pomógł wyciągnąć nogi. Za 5 sekund pojawiło się dwoje ratowników. Podejmujemy reanimację. Ja odpowiadam za serce, ratownik za oddech. Po 20 uciśnięciach w drugiej serii zauważamy, że wróciły czynności życiowe, oddech i akcja serca, ale chłopak nie odzyskuje świadomości. Kładziemy go na pozycji bocznej ustalonej. Nie wiedzieliśmy co się stało, że pływał pod wodą. Zaczyna się prężyć, podejrzewamy atak padaczki, ale ktoś zbiera informacje, że nastolatek na nic nie chorował. Podkładamy jednak deskę do pływania pod głowę, koleżanka przynosi specjalny koc. Pojawia się też lekarz, który był w tym momencie na basenie. Kiedy przyjeżdża zespół pogotowia ratunkowego przejmuje akcję.

Czy w tym czasie zabezpieczenie basenu od strony ratowników było odpowiednie? Pytamy Bogdana Bukowczyka, dyrektora Zespołu Krytych Pływalni w Krośnie.

- Na każde 25 metrów linii brzegowej musi być jeden ratownik, w przypadku naszego basenu oznacza to, że musi być dwóch ratowników. Takie zabezpieczenie ratownicze dwuosobowe na każdej zmianie jest zapewnione. Ratownik zawsze powinien być przy niecce basenowej. Trudno oczekiwać jednak, żeby przez 8 godzin był w jednym miejscu, powinien tylko obserwować dokładnie lustro wody, czy ktoś nie potrzebuje pomocy.

Gdzie w czasie wypadku są ratownicy? Czy mieli szansę zapobiec całemu wydarzeniu? - Kamery skoncentrowane są bezpośrednio na niecki basenowe, ratownik nie jest w wodzie, dlatego go nie widać. Widać tylko jak przechodzi pod kamerą. Niecałą minutę przed całym zdarzeniem widać, że ratownik obserwuje mały basenik, przechodzi obok, idzie wzdłuż dużego basenu, jest w okolicach niecki. Trwają dokładne ustalenia, gdzie i w której minucie byli w trakcie wypadku. Przybiegli kilka sekund po zdarzeniu. Ja nie chcę na nich wydawać wyroku. Policja prowadzi swoje postępowanie, ja próbuję wyjaśnić to również ze swojej strony. Na pewno będzie dokładnie zweryfikowane, czy były jakieś uchybienia ze strony ratowników czy nie. Siostra 16-latka nie pobiegła po ratowników tylko do szatni, a nawet na pole. Była w szoku, nie dziwię się.

Jak to się stało, że nikt nie zauważył leżącego przez kilka minut na dnie chłopca, podczas gdy na basenie w tym czasie było około 20 osób? Relacjonujemy to, co zarejestrowały kamery monitoringu: siostra z bratem przebywa w brodziku, widać, że się relaksują, on stoi pod biczami, ona oparta o ścianę na głębokiej wodzie. Widać, że chłopiec do czegoś się przygotowuje. Widać jak nabiera powietrza, przepływa jedną długość, robi nawrót bez nabierania powietrza, płynie drugą długość, robi nawrót, zaczyna płynąć trzecią długość. Około połowy basenu coś się dzieje, próbuje się ratować, nabrać powietrza, ale płytka woda nie pozwala mu się spionizować. Chłopiec zanurza się pod wodę, kładzie na lewym boku i opada na dno basenu. Widać jak obok przechodzi jedna osoba, kolejna, dziecko w rękawkach wchodzi po drabince, ktoś stoi pod biczami, siostra chłopaka stoi oparta o ścianę, nie reaguje. Po pewnym czasie zaczyna go szukać, ale jest spokojna, płynie żabką bez zanurzenia głowy, w połowie basenu odwraca się na plecy i płynie dalej do ściany. Zaczyna się rozglądać, zauważa, że brat jest zanurzony. Nie wie czy nie udaje, więc delikatnym pchnięciem obunóż przesuwa go. Kiedy nie następuje żadna reakcja, zdaje sobie sprawę, że coś się dzieje i wzywa pomoc.

Jak na podstawie nagrania można ocenić to co się stało? - Płynięcie pod wodą nie jest łatwe, a płytka woda - wbrew pozorom - wcale temu nie sprzyja. W tym miejscu woda sięga dorosłemu człowiekowi do połowy uda. Nie jesteśmy w stanie ustalić, czy kiedy podniósł głowę, udaje mu się zaczerpnąć powietrza czy zachłysnął się wodą - komentuje instruktor, który udzielił pomocy nastolatkowi. - On zszedł bezszelestnie, nikt tego nie zauważył.

Co może się stać podczas pływania na wytrzymałość?. - To wyzwanie, ale i ryzyko. Jeden organizm jest przygotowany na przepłynięcie pod wodą 10 metrów, inny 30, inny 50, kwestia wytrenowania. Ale taka sytuacja może zdarzyć się każdemu bez względu na wytrenowanie, z tą różnicą, że celem tego wytrenowanego nie będzie 50, a 70 metrów. W pewnym momencie mózg zostaje uśpiony, następuje niedotlenienie mózgu. Dobrze, żeby w czasie takich ćwiczeń ktoś panował nad sytuacją, asekurował. Dał znać jak coś się dzieje, wtedy wszystko jest w porządku. W innym wypadku to jest zagrożenie życia.

Jak informuje policja, załoga pogotowia ratunkowego miała zostać wprowadzona w błąd i poinformowana, że chłopiec stracił przytomność w następstwie upadku i uderzenia głową o posadzkę, co z kolei spowodowało inny tok czynności ratunkowych. Kto wezwał karetkę i skąd rozbieżności w zgłoszeniach? - Z tego co udało mi się ustalić, pogotowie było jednocześnie wzywane przez dwie osoby. Instruktorkę, która pracuje na basenie i ratowniczkę. Było zamieszanie, nie mogły się dodzwonić. Wezwanie było takie, że jest wyciągnięcie z wody, trwa resuscytacja - informuje dyrektor basenu, Bogdan Bukowczyk.

Bogdan Bukowczyk - dyrektor Zespołu Krytych Pływalni w Krośnie

Dyrektor Pogotowia Ratunkowego przyznaje, że z braku czasu nie odsłuchiwał jeszcze nagrania, ale jak wynika z jego wiedzy, zgłoszenie wprowadziło w błąd załogę. - Inaczej się postępuje gdy utrata przytomności jest wynikiem upadku, a inaczej jest w przypadku topielca - mówi Andrzej Jurczak. - To sprawa dla policji i prokuratury.

- My teraz, analizując monitoring, wiemy co się stało. Wtedy nie wiedzieliśmy. Jeżeli jest wzywany ratunek przez tonącego, to wszyscy widzą, a w tym wypadku, to nastąpiło bezszelestnie, bez świadków, takie ciche zejście, nawet siostra nie zauważyła - podkreśla osoba, która reanimowała chłopca. - Zawsze można coś zrobić lepiej lub gorzej. Jak wszystko skończy się dobrze, to super, wszyscy się cieszymy, ale gdyby to się skończyło dramatem, to zastanawialibyśmy się co powinniśmy zrobić inaczej. Było kilkanaście osób, które mają pośredni wpływ na to, co się stało. Na całą tę sytuację trzeba patrzeć z ludzkiego punktu widzenia. Ja bym nikogo nie obwiniał. To był zbieg nieszczęśliwych wydarzeń.

- Wierzymy, że wszystko będzie dobrze, liczyliśmy tzw. czas netto i brutto. Nasze rokowania są pozytywne, że jak jest młody to musi z tego wyjść, ale z drugiej strony głowa to głowa i nic nie można powiedzieć na pewno.

Szpital nie informuje o zdrowiu pacjenta. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że stan chłopca się poprawia, odzyskał przytomność, z oddziału intensywnej opieki medycznej został przeniesiony na oddział dziecięcy.

ZOBACZ W ARCHIWUM PORTALU:
KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)