Wścieklizna groźna dla ludzi. Chorują koty i psy

Cała rodzina musiała zostać poddana szczepieniom przeciwko wściekliźnie po tym, jak tę chorobę stwierdzono u należących do domowników kilkunastu kotów i psów. Ze wszystkich tylko jedno zwierzę było zaszczepione, pozostałe musiały więc zostać uśpione. Jak informuje Powiatowy Lekarz Weterynarii, sytuacja w powiecie ogólnie się poprawia, ale stwierdzone ostatnie przypadki są znacznie groźniejsze, bo dotyczą zwierząt domowych.
Powiatowy Lekarz Weterynarii przypomina o obowiązku szczepienia psów i kotów przeciwko wściekliźnie

Do 78 wzrosła liczba przypadków wścieklizny na terenie powiatu krośnieńskiego, stwierdzonych od początku roku. Na wiosnę i jesienią przeprowadzono szczepienie wolno żyjących lisów. Porcje zrzucane były z samolotów i wykładane ręcznie. Jak obecny stan ocenia Powiatowy Lekarz Weterynarii?

- Generalnie notujemy spadek zachorowań na wściekliznę, ale "kaliber" obecnych przypadków jest większy, bo dotyczy zwierząt domowych. W każdym przypadku bezpośredni kontakt ze zwierzętami mają domownicy - informuje Andrzej Chrzanowski, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Krośnie.

Zachorowania te dotyczą kotów, psów, a nawet bydła. Taki przypadek miał miejsce w Chorkówce. Kolejne próbki pochodzące od kolejnych sztuk bydła z tego samego gospodarstwa poszły jeszcze do analizy. - Zwierzęta zaczęły wykazywać objawy, które mogłyby wskazywać na wystąpienie wścieklizny - informuje Powiatowy Lekarz Weterynarii.

Wszyscy domownicy z gospodarstw, gdzie zanotowano wściekłe zwierzę domowe, musieli zostać zaszczepieni przeciwko wściekliźnie. Jak dodaje Andrzej Chrzanowski, zdarzały się nawet hospitalizacje.

W jednej z posesji w Turaszówce zanotowano wściekliznę u kota, zresztą nie jednego, bo kotów było tam aż 8. Do tego doszło jeszcze 5 psów. - Jeden z kotów musiał się zarazić wścieklizną od dzikiego zwierzęcia. Potem te wszystkie koty gryzły się między sobą i zaczęły wykazywać objawy wścieklizny. To samo było z psami. Wszystkie zwierzęta za wyjątkiem jednego psa, który był zaszczepiony, zostały uśpione. Ten jeden pies jest na obserwacji, ma tzw. szczepienie interwencyjne - informuje Andrzej Chrzanowski. - Wszyscy domownicy musieli zostać zaszczepieni, ponieważ mieli bezpośredni kontakt z chorym zwierzęciem.

Każdy przypadek kontaktu chorego zwierzęcia z człowiekiem Powiatowy Lekarz Weterynarii zgłasza do sanepidu. Zadaniem tej instytucja jest z kolei dopilnowanie, by wskazana osoba otrzymała wymagane szczepienia.

Tzw. osoba eksponowana, czyli narażona na zachorowanie w wyniku kontaktu z chorym zwierzęciem, trafia do lekarza rodzinnego. Ten, po ocenie ryzyka, kieruje pacjenta dalej do Poradni Chorób Zakaźnych. To tam wdrażane jest postępowanie przeciwko wściekliźnie - podawane są szczepionki. Każdy otrzymuje 5 dawek. Nie są to - jak mówiło się dawnej - bardzo bolesne zastrzyki w brzuch, a "normalne" ukłucia w rękę. Przed podaniem szczepionki pacjenci są badani.

Zaopatrzeniem Poradni Chorób Zakaźnych w szczepionki zajmuje się sanepid. Jak informuje, nie ma problemu z ich dostępnością, choć w porównaniu z poprzednimi latami w tym roku zapotrzebowanie wzrosło kilkakrotnie. W ubiegłych latach, gdy liczba stwierdzonych przypadków wścieklizny utrzymywała się w normie, szczepionek dla ludzi wydawano około 20 rocznie.

Pracownicy sanepidu zastrzegają jednak, że nie wszystkie szczepienia podyktowane są stwierdzeniem choroby u zwierzęcia, z którym osoba miała kontakt. Mogło dojść bowiem do sytuacji, kiedy pies ugryzł i uciekł - nie ma wtedy dowodu, że zwierze było chore, ale w większości przypadków szczepienia są stosowane.

KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)