Os. Markiewicza: nocny pożar piwnicy

W nocy ze środy na czwartek (16/17.04) wybuchł pożar w piwnicy jednego z bloków na osiedlu Markiewicza. Straż pożarną zawiadomiła jedna z mieszkanek, która poczuła zadymienie na klatce schodowej. Na razie nie wiadomo, jak doszło do pojawienia się ognia.
Spalone wyposażenie piwnicy wyniesiono na zewnątrz budynku

- Czuję dym na klatce schodowej - poinformowała mieszkanka bloku oficera dyżurnego straży pożarnej. Stało się to o godzinie 2:45, kiedy wszyscy spali. Gdyby nie czujność kobiety, mogło dojść do większej tragedii.

Strażacy, którzy przybyli na miejsce natychmiast zlokalizowali źródło zadymienia. - Ubrani w aparaty ochrony dróg oddechowych, weszli do zadymionych do pomieszczeń i poruszając się po omacku, ustalili w jednej z piwnic źródło ognia i zadymienia - relacjonuje bryg. Mariusz Kozak z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krośnie.

Piwnica była zamknięta na kłódkę, dlatego strażacy postanowili nie tylko gasić pożar przez dostępne otwory w drzwiach, ale także przeciąć kłódkę i dostać się do wnętrza palącego się pomieszczenia oraz przyległych piwnic.

Początkowo strażacy gasili ogień przez dziury w drzwiach

Nie było zagrożenia przedostania się pożaru na części mieszkalne, dlatego kierujący akcją nie podjęli decyzji o ewakuacji mieszkańców. Po oddymieniu klatek schodowych, sprawdzono jednak mieszkania w obydwu klatkach i zalecono mieszkańcom przewietrzanie pomieszczeń. Jedna z lokatorek skarżyła się na bóle i zawroty głowy - została zabrana przez karetkę do szpitala na badania.

Na skutek pożaru całkowitemu spaleniu uległo wnętrze piwnicy i okno, gdzie powstał pożar. Zadymienie i wysoka temperatura spowodowała zniszczenia w sąsiednich pomieszczeniach oraz w części instalacji elektrycznej. Po ugaszeniu pożaru część spalonych przedmiotów i wyposażenia wyniesiono na zewnątrz budynku.

Zniszczona przez pożar instalacja elektryczna

Łącznie w działaniach trwających prawie 2,5 godziny, wzięły udział 2 pojazdy pożarnicze i 9 strażaków z KM PSP Krosno. Sprawę bada policja.

Strażacy przyznają, że piwnice są traktowane po macoszemu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo przeciwpożarowe. W piwnicach nie ma oznakowań, a każdy blok ma inny układ korytarzy i pomieszczeń. Straż nie posiada ich planów, a w piwnicach jest pełno zakamarków. - Najważniejsze są korytarze. Przejścia są domyślnymi wyjściami ewakuacyjnymi i nie powinny być zagracone - mówi bryg. Mariusz Kozak.

Co kto trzyma w piwnicy - jego sprawa. Straż apeluje jednak, by w piwnicach samodzielnie nie przerabiać instalacji elektrycznych, nie przechowywać materiałów łatwopalnych, nie podłączać urządzeń, które będą tam pracować na stałe. - Zdarza się, że ludzie mają w piwnicach lodówki i zamrażarki - przyznają strażacy. Choć to coraz rzadsze zjawisko, bo administracje spółdzielni i wspólnot przełączają instalacje elektryczne w piwnicach na niskie napięcie.

Teoretycznie też piwnice nie są przystosowane do pobytu ludzi, a mimo to wciąż zdarzają się w nich libacje alkoholowe i spotkania młodzieży.

KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)