Jastrząb Lola pilnuje cmentarza przed gawronami

Od kilku dni na krośnieńskim Starym Cmentarzu pracuje sokolnik. Przy pomocy samicy jastrzębia o imieniu Lola stara się przepłoszyć około tysiąca zamieszkujących drzewa gawronów. Nie jest łatwo, bo ptaki przebywają tu od dawna. Zobacz Lolę w akcji.
Uciążliwe gawrony z terenu cmentarza ma wypłoszyć sokolnik

Pod koniec 2016 roku magistrat zdecydował się na skorzystanie z usług sokolnika, który przepłoszyłby gawrony z terenu Starego Cmentarza. Ptaki od kilku lat powodowały na nekropolii uciążliwości.

Sokolnik Hubert Dybaś oraz jego podopieczna Lola, roczna samica jastrzębia gołębiarza, po raz pierwszy pojawili się na Starym Cmentarzu wczesnym rankiem w niedzielę 26 lutego. Korony drzew były czarne od chmar gawronów. Siedziało ich tu dobrze ponad tysiąc. Panował jeszcze półmrok, dlatego sokolnik nie wypuszczał jeszcze Loli, która w tych warunkach ma problemy z widzeniem.

Wyciągnął jednak wabidło, czyli sztuczną przynętę, dzięki której siedzący na rękawicy jastrząb wydobył z siebie głos, na który gawrony w popłochu poderwały się z gałęzi i czmychnęły. Zaczęły jednak krążyć nad cmentarzem, gotowe wrócić, gdy tylko niebezpieczeństwo minie. - Ponieważ było już jaśniej, wypuściłem Lolę. To duży ptak, którego z łatwością dostrzegają, nawet gdy lata między drzewami. Gawrony wzbiły się wyżej, na wysokość, na której nie mogła ich dosięgnąć, i tak krążyły – opowiada Hubert Dybaś.

Około godz. 8 gawrony zrezygnowały i odfrunęły. Potem od czasu do czasu przelatywały tylko w pobliżu, aby sprawdzić, czy jastrząb nadal tam był. Był, ale nie latał. Lola siedziała spokojnie na pałąku, dotleniała się i zażywała słońca, podczas gdy jej opiekun spacerował i odstraszał gawrony, wołając, gwiżdżąc i imitując odgłosy jastrzębia.

Do zmierzchu odbyło się jeszcze kilka sesji z naprzemiennymi przelotami Loli oraz odstraszaniem ptaków przez sokolnika. Po zmroku gawrony wróciły. - One upodobały sobie to miejsce, mieszkają tu od kilku lat, dlatego nie jest łatwo się ich pozbyć, trzeba na to sporo czasu – tłumaczy Hubert Dybaś. - Dlatego pracować będziemy codziennie, do końca kwietnia. Teraz jest najlepszy moment na przepłaszanie ptaków, bo gawrony są w okresie lęgowym, zakładają gniazda, dlatego jeśli ich tu nie wpuścimy, to będą je musiały założyć gdzieś indziej. Sokolnik zapewnia, że taka metoda przepłaszania jest niemal stuprocentowo skuteczna, choć, jak zastrzega, przepłaszanie trzeba będzie powtórzyć za rok.

Pierwsze efekty pracy Loli już są. Na wolnym od gawronów terenie w ciągu dnia pojawiły się inne gatunki ptaków. - Słychać już sikorki, pokazują się kowaliki. Zrobiło się naprawdę sympatycznie – mówi Hubert Dybaś.

ZOBACZ W ARCHIWUM PORTALU:
KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)