Na tym przejściu tragedia wisi w powietrzu videocam

- Gdy ktoś zginie, to będzie już za późno - alarmuje policja, która zwróciła się do magistratu z wnioskiem o pilną poprawę bezpieczeństwa na przejściu dla pieszych w ciągu DK28. Na tym, przed którym doszło niedawno do karambolu. Zobacz, co sądzą o nim piesi.
Przejście dla pieszych tuż przed mostami na Lubatówce łączy dwa osiedla. Jest potrzebne i uczęszczane, ale jednocześnie bardzo niebezpieczne z uwagi na formę, którą ma obecnie

Przejście dla pieszych przed mostem na Lubatówce powstało w czasie przebudowy drogi krajowej nr 28. Jak informuje magistrat, zostało zaprojektowane jako naturalny ciąg pieszy z bloków przy ul. Grodzkiej w kierunku Osiedla Traugutta. Utworzono je w miejscu, gdzie na drodze dwupasmowej obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h.

14 czerwca doszło przed nim do karambolu, w którym ucierpiały trzy osoby, w tym przepuszczany przez przejście pieszy, a niecały tydzień później w ostatniej chwili udało się uniknąć powtórki wypadku.

Na tym przejściu niedawno (14.06) doszło do karambolu i potrącenia pieszego przeprowadzającego rower, a kilka dni później (19.06) do wywrotki ciężarówki, która awaryjnie hamowała przed pasami

Na przykładzie tylko tych dwóch zdarzeń widać, że okolice przejścia są niebezpieczne. Potwierdzają to zapytani przez nas przechodnie. - Natężenie ruchu na tej jezdni jest bardzo duże. Kierowcy pędzą tu czasami jak szaleni i rzadko przepuszczają pieszych - przyznają. - Jeśli chce się przejść w bezpiecznych warunkach, to trzeba iść na przejście na skrzyżowaniu ul. Podkarpackiej, Grodzkiej i Wyszyńskiego - opowiadają.

Zobacz, co o bezpieczeństwie na przejściu sądzą przechodnie:

Według przechodniów, najlepszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby budowa w tym miejscu przejścia nadziemnego.

Tego samego zdania jest podkom. Krzysztof Belczyk, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego krośnieńskiej policji, który po ostatnich zdarzeniach skierował do magistratu wniosek o poprawę bezpieczeństwa na tym przejściu. Jego zdaniem przy jego obecnej organizacji, tragedia wisi w powietrzu. - Jeśli nie przejście nad- lub podziemne, to światła czy chociażby ograniczenie prędkości - wylicza rozwiązania, które zaproponowane zostały we wniosku.

- Na pewno w tej formie to przejście nie może dłużej funkcjonować. Jeśli nic się nie zmieni, to będziemy wnioskować o całkowitą jego likwidację, bo gdy ktoś zginie, to będzie już za późno - alarmuje naczelnik Belczyk.

Rozwiązaniem, które podniosłoby bezpieczeństwo i które wskazują mieszkańcy oraz policja, jest wiadukt lub kładka

Magistrat zapewnia, że zanim zdecydował się na utworzenie w tym miejscu przejścia w takiej formie, konsultowany z policją projekt jego usytuowania i organizacji musiał spełnić wszystkie wymogi bezpieczeństwa i widoczności, i tak właśnie się stało. - Sprawdzona została zgodność z przepisami prawa, pewnych rzeczy nie dało się przewidzieć, wyszły dopiero później - odpowiada policja.

W reakcji na wniosek komendy, urzędnicy biorą jednak pod uwagę wprowadzenie zmian zwiększających bezpieczeństwo na przejściu. - Rozważana jest budowa sygnalizacji świetlnej - informuje Joanna Sowa, rzecznik urzędu miasta. - Na wszystkie ewentualne zmiany na przebudowanym odcinku DK28 zgodę musi wyrazić Centrum Unijnych Projektów Transportowych - dodaje.

Podkom. Belczyk przestrzega, że dopóki na przejściu nie pojawią się rozwiązania zwiększające jego bezpieczeństwo, trzeba na nim zachować szczególną ostrożność. - Piesi muszą pamiętać, że mają pierwszeństwo na przejściu, co jednak nie oznacza, że nie upewniając się, mogą na nie wchodzić, powodując zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W tym konkretnym przypadku drogi dwujezdniowej, pieszy idący przez przejście, po pokonaniu pierwszego pasa ruchu, powinien upewnić się, czy drugim pasem nie jedzie jakiś pojazd. Może zaistnieć sytuacja, że kierujący korzystający z drugiego pasa ruchu nie zauważy pieszego, zagapi się lub zlekceważy obowiązek udzielenia pierwszeństwa i wówczas tragedia gotowa - tłumaczy.

Zachowanie szczególnej ostrożności w okolicy "zebry" dotyczy nie tylko kierowców. Pieszy, pomimo pierwszeństwa, nie może na przejście wtargnąć

- Gdy któryś z kierowców już się jednak zatrzymuje - kontynuuje - wówczas kierowcy na drugim pasie także zobowiązani są do zatrzymania się. Jeśli tego nie zrobią, popełniają wykroczenie drogowe, za które grozi mandat w wysokości 500 zł.

Mandat nie jest w tym jednak najgorszy. - W takich okolicznościach bardzo często dochodzi do potrąceń - mówi funkcjonariusz.

O szczególną ostrożność apeluje także do kierowców, dla których zatrzymujący się przed przejściem pojazd powinien być jednoznacznym sygnałem, że na przejście wchodzi pieszy. - Z drugiej jednak strony - zwraca uwagę naczelnik Belczyk - kierowcy, którzy zatrzymują się, aby przepuścić pieszego, nie powinni tego robić w sposób bezrefleksyjny, i muszą upewnić się, czy nie stworzą w ten sposób niebezpiecznej sytuacji dla jadących za nimi aut. Zasada ograniczonego zaufania wobec pieszych i kierowców ma w przypadku tego przejścia szczególne znaczenie.

KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (0) forward