W sobotnie przedpołudnie na stadionie lekkoatletycznym w Krośnie rozpoczęło się spotkanie z Anitą Włodarczyk. Choć po sukcesie w Lonynie wicemistrzyni nie ma nawet chwili dla siebie, zgodnie z obietnicą do Krosna przyjechała. To poświęcenie godne szacunku, bo jadąc do nas nocą, na miejscu była o 6.00 rano, zaledwie kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania z kibicami.
- Utkwiła mi w pamięci impreza w Krośnie, która odbyła się rok temu. Zostałam bardzo miło przyjęta, dopisali kibice, mogli zobaczyć jak wygląda rzut młotem, spróbować swoich sił. Wtedy powiedziałam, że jeśli zdobędę medal olimpijski, wrócę do Krosna. Musiałam słowa dotrzymać - mówiła Anita Włodarczyk.
Zgodnie z obietnicą przywiozła do Krosna swoje trofeum, ale też rękawiczki i buty, które otrzymała od nieżyjącej już koleżanki Kamili Sokolimowskiej. Traktuje je jak talizmany szczęścia. - To rękawica, w której Kamila zaczynała. Rzucam w niej na każdej dużej imprezie - mówiła. - A to buty, w których zdobyłam srebrny medal.
Podczas spotkania krośnianie mieli okazję zobaczyć z bliska młot oraz podejrzeć technikę jego rzucania. Anita Włodarczyk chętnie udzielała rad, pozowała też do zdjęć, rozdawała kibicom autografy.