Dominik schudł 50 kg. Chce zachęcić innych do zmiany

Najpierw z otyłego nastolatka przeobraził się w odnoszącego sukcesy kolarza, a potem rzucił sport dla nauki. Teraz 23-letni Dominik ma nadzieję, że jego historia pomoże zachęcić do zmiany życia przynajmniej jedną osobę.
23-letni krośnianin, który ma na koncie kilka metamorfoz, podpowiada jak się do takiej metamorfozy zabrać

"Szanowna redakcjo,
chciałbym pomóc zmotywować krośnian do zmiany stylu życia na prozdrowotny. Znalezienie osoby z bliskiego otoczenia, która złamała pewne schematy i wyszła ze strefy komfortu, osiągając upragniony sukces, jest dobrym źródłem inspiracji do zmian we własnym życiu. Tym razem to ja chciałbym być tą osobą, przyczyniając się do wzrostu świadomości mieszkańców mojego ukochanego miasta o tym, że warto zerwać pewne blokady i zwiększyć swoją jakość życia i zdrowia".

"Gruby" - Dominik Bartyński w wieku 16 lat

Do wiadomości Dominik Bartyński załącza dwa zdjęcia. Pierwsze, podpisane "gruby", wykonano latem 2009 roku. Na fotografii ubrany w kąpielówki 16-letni Dominik siedzi w unoszącej się na tafli jeziora łódce. Jest uśmiechnięty, wydaje się, że nawet szczęśliwy. Gdyby nie to, co obecny, 23-letni Dominik opowie za chwilę o tamtym okresie swojego życia, byłaby to więc całkiem sympatyczna pamiątka z wakacji.

- W jedzeniu znajdowałem pocieszenie, jedzeniem zabijałem kompleksy, dlatego fast foody popychałem batonami i lodami, a potem poprawiałem jeszcze obiadkami babci. I tak pocieszyłem się do 110 kg wagi. Moje życie było tak naprawdę ciemne i pozbawione radości. Sprowadzało się do odbębnienia lekcji, a potem oddania się grom komputerowym i obżarstwu – nie zostawia złudzeń.

Do czasu. Pewnego przedwiosennego wieczora Dominik założył nagle dres i wzuł adidasy, wyszedł z domu, poszedł na most na ul. Asnyka i zaczął biec. Zziajany, zatrzymał się po 100 metrach. - Dzień później wróciłem jednak na most i przebiegłem o kawałek dalej. Po tygodniu pokonałem 400 metrów – wspomina.

"Szczyt" - Dominik w szczycie formy kolarskiej (2011)

Na drugim, zrobionym dwa lata później zdjęciu ("szczyt"), z Dominika została nieco ponad połowa – 62 kg. Reszta, prawie 50 kg, została spalona podczas półrocznych treningów biegowych, a następnie kolarskich, które zamieniły jego ciało w rekwizyt, który idealnie zilustrowałby lekcje anatomii ludzkiej muskulatury. Rekwizyt, który zajął właśnie 2. miejsce w Bieszczadzkim Maratonie Rowerowym.

- To był bardzo trudny wyścig, ponad 120 km bardzo wymagającej trasy. Byłem w szoku, że udało mi się osiągnąć taki sukces w tak krótkim czasie, ale jeśli czegoś naprawdę chcesz i jesteś zdeterminowany, to można to osiągnąć – przekonuje.

Dominik w lipcu 2016 roku

Ostatnie zdjęcie zrobiliśmy Dominikowi na siłowni kilka dni temu. Nadal regularnie trenuje i trzyma dietę, ale jego dbałość o formę nie ma już tamtego drakońskiego charakteru. - Miałem propozycje zajęcia się kolarstwem zawodowo, ale wybrałem naukę, ja – były "dwójkowicz", który do szkoły chodził tylko po to, aby pośmiać się z kolegami. Nie żałuję, jestem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy – uśmiecha się.

23-latek nie ukrywa, że dzisiaj dbałość o sylwetkę przychodzi mu już zdecydowanie łatwiej niż na początku swojej metamorfozy. - Najważniejszy jest pierwszy krok, taki, który ja zrobiłem wówczas na moście – podkreśla. Z jego doświadczenia wynika, że równie istotne są jeszcze dwie sprawy: - Pierwsza: warto samemu szukać informacji w sprawdzonych źródłach, a nie polegać na cudownych przepisach na błyskawiczne schudnięcie. Trzeba po prostu być świadomym, tego, co się robi. A druga: dać sobie pewien margines. Nazywam to "zasadą 90 procent", czyli 90 procent rygoru i 10 procent luzu. Chodzi o to, żeby na przykład nie ważyć jedzenia co do grama, nie być kategorycznym, bo ewentualne niedotrzymanie diety czy niewykonanie normy ćwiczeń wpędza wówczas w wyrzuty sumienia, a to droga donikąd.

KOMENTARZE
Brak wyróżnionych komentarzy.
WSZYSTKIE KOMENTARZE (1)