W sumie jestem ciekawy jak by tak naprawdę doszlo do prywatyzacji szkolnictwa. W dobrych szkołach prywatnych nauczyciele spokojnie wyciągaliby na rękę ok. 10-12 tysięcy bez łaski, ok. 10-15% ludzi byłoby stać dobrze płacić swoim dzieciom za edukację, natomiast pozostałe ok. 80% dzieci m. in. tych klepiących bezmyślnie w klawiaturę i hejtujących nauczycieli uczyłoby się w państwowych szkołach gdzie nauczyciele byliby z przypadku i przychodzili tylko po to by przesiedzieć 45 minut w poszukiwaniu innej pracy. Chciałbym zobaczyć wtedy miny tych ujadających. Cieszcie się że póki co są jeszcze bardzo dobre szkoły państwowe gdzie jeszcze te dzieci są jako tako wychowywane na ludzi (piszę jako tako bo strat wynikłych z "chowu" domowego nie zawsze można nadrobić).