ARCHIWUM 1999-2017

"Wycieczka" po wysypisku

Krośnieńskie wysypisko śmieci to "bomba" ekologiczna. Nie trzeba być naukowcem, by to stwierdzić. Przekonałem się o tym naocznie. Wraz z dr Henrykiem Różańskim - jednym z naukowców, który badał krośnieńskie wysypisko od listopada 2001 r. do maja 2002 r.- "zwiedziłem" składowisko odpadów przy ul. Białobrzeskiej. Publikujemy relację z "wyprawy" podpartą zdjęciami i infografikami. Podobnych "wycieczek" nie polecamy nikomu, za wyjątkiem członków Zarządu Miasta i Radnych.
Adrian Krzanowski
Wjazd na wysypisko od ul. Białobrzeskiej
ARCHIWUM ADRIANA KRZANOWSKIEGO / SKAN ZE ZDJĘCIA PAPIEROWEGO

Na krośnieńskie wysypisko wybraliśmy się 7 sierpnia (środa), około godz. 9:30. Z ul. Białobrzeskiej, która dalej kieruje się w stronę Spornego i zamku odrzykońskiego, skręcamy w stronę wysypiska. Idziemy betonową drogą dojazdową do składowiska.

Dochodzimy do budynków administracyjnych i rampy przez którą przejeżdża każdy samochód ze śmieciami. To jest pora przywozu śmieci z całego miasta. Co kilkanaście minut przyjeżdża samochód załadowany śmieciami – śmieci przywozi MPGK lub Transformers. Przez nikogo nie zatrzymywani i pytani przechodzimy przez rampę. Tu robimy pierwsze „pamiątkowe” zdjęcie.

Dalej skręcamy w prawo. Idziemy betonową drogą, która otacza wysypisko.

Cytat z „Informacji o wysypisku odpadów w Krośnie:

Ok. 100 m dalej, dr Różański zwraca mi uwagę na studzienkę. Jest otwarta, w środku jakieś rury, na zewnątrz wylewają się jakieś nieczystości. Nie wiemy dokładnie co to jest, ale studzienka robi wrażenie zaniedbanej i niekontrolowanej. Idziemy dalej betonową drogą otaczającą wysypisko. Zza drzew widać hałdy śmieci i ugniatające je maszyny. Teraz widzimy dość duży fragment całego terenu składowiska. Poniżej hałd odpadów widoczne „jeziorko”.

Z naprzeciwka nadjeżdża beczkowóz – taki sam, który wywozi zawartość z przydomowych szamb. Mamy obawy, czy aby nie zostaniemy wyproszeni przez osoby jadące samochodem. Nie, beczkowóz przejeżdża obok nas. Czujemy smród. Kilkadziesiąt metrów dalej potwierdza się najgorsze. Fekalia wylewane są „na dziko” w wysoką trawę. Przy drodze widoczna rura, którą odprowadzane są nieczystości z samochodu. Na wszelki wypadek robimy zdjęcie beczkowozu i rury.

Kilka dni później dr Henryk Różański pobrał z tego miejsca próbkę gleby. Badania wykazały szczególnie wysokie skażenie bakteriami coli z rodziny Enterobackteriaceae.
ROZMOWA Z WOJCIECHEM GONETEM, DYREKTOREM MPGK:

Idziemy dalej. Zejście w stronę odpadów. Tu znajdują się ogromne ilości odpadów włókna szklanego. Nie zatrzymujemy się zbyt długo ze względu na nieprzyjemny widok i zapach.

Schodzimy niżej składowiska. Teraz dokładnie widać „jeziorko” do którego zlewają się odcieki z górnej części składowiska.
Podchodzimy bliżej „jeziorka”. Na powierzchni pływają różnego rodzaju nieczystości, m.in. butelki z olejów silnikowych. – Proszę zauważyć, że w stawie nie ma glonów czy żab. W takich warunkach nie może istnieć życie – stwierdza dr Różański. Wykonujemy kolejną serię zdjęć.
Przechodzimy do dolnej części składowiska. Tu najlepiej widać, że teren wysypiska jest ogólnie dostępny. Na teren składowiska wejść może nawet małe dziecko. W wielu miejscach po prostu nie ma siatki...
Dr Henryk Różański zwraca uwagę na korowinę drzew. Pnie drzew od strony wysypiska są spękane i sprawiają wrażenie spróchniałych. – To atak raka – informuje dr Różański. – Pod względem biologicznym, nie różni się wiele od raka ludzkiego – mówi.
Wydeptanymi ścieżkami, między krzewami i drzewami, podchodzimy w pobliże odcieków. – Nie wolno nam odrapać się na gałęziach – ostrzega dr Różański. – Tu wszystko jest skażone w jakimś stopniu.
To co widzimy, to najgorszy widok na tym wysypisku. Brunatny, maziowaty strumyk wypływa ze składowiska odpadów. Odór drażni zmysł węchu. Czuć kwas, amoniak, różne podejrzane substancje chemiczne. Nie da się oddychać. To „najświeższe” odcieki ze składowiska.
Płynąc do zbiornika, odcieki zabijają „po drodze” krzewy - z roślin pozostały jedynie suche patyki. – Życie nie ma tu żadnych szans. Nie uchowają się tu nawet szczury – podsumowuje dr Różański.

Przypomnienie sprawy

31 lipca br. - jako pierwsi - opublikowaliśmy streszczenie wyników badań dwóch naukowców z Poznania na temat wysypiska śmieci na ul. Białobrzeskiej w Krośnie (przy drodze na Sporne i zamek odrzykoński). Wyniki badań są alarmujące: krośnieńskie wysypisko stanowi "bombę ekologiczną i toksykologiczną z opóźnionym zapłonem". Związki chemiczne, które powstają na wysypisku są rakotwórcze, działają embriotoksycznie, uszkadzają płód ludzki, nerki, narząd wzroku, układ nerwowy, wątrobę i działają alergizująco.

Władze miasta próbowały podważyć wyniki badań poznańskich naukowców. Prezydent Miasta i MPGK "zasłaniają się" wynikami badań, które przeprowadziło laboratorium Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie - delegatura w Jaśle. Dokumenty z badań WIOŚ nie zawierają negatywnych uwag. Tymczasem inny naukowiec - Krzysztof Świtek z Morskiego Instytutu Rybackiego, Zakład Oceanografii i Rybackiej Ekologii Morza - przeprowadził w okresie wakacyjnym badania weryfikacyjne, które potwierdziły wcześniejsze wyniki naukowców z Poznania.

ZOBACZ W ARCHIWUM PORTALU: