
Krosno nie ma dostępu do morza. Nie znaczy to jednak, że z morskimi żywiołami nie łączy nas historia. Wręcz przeciwnie.
O jednym takim związku pisaliśmy w 2022 roku. Artykuł dotyczył organizacji Święta Morza w naszym mieście w 1933 roku. Uroczystość, która promowała morską tematykę i przemysł stoczniowy, została upamiętniona na fotografii przedstawiającej świętujący tłum na krośnieńskim Rynku. Zdjęcie zamieszczono w dodatku do numeru 196. "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Więcej można o tym poczytać tutaj.
Teraz przybliżamy historie statków, których nazwy były powiązane z Krosnem. Były to głównie statki transportowe, a los niektórych był naznaczony pechem.
W czasie II wojny światowej amerykańskie stocznie zaczęły produkować wiele typów statków. Wśród nich znalazła się seria 95 parowców opalanych węglem lub ropą, które były przeznaczone do żeglugi przybrzeżnej. Parowiec to statek lub okręt o napędzie parowym, który jest napędzany tłokową maszyną lub turbiną parową.
W marcu 1944 roku pięć z nich trafiło pod polską banderę. Żegluga Polska wydzierżawiła je w ramach ustawy Lend-Lease, która zezwalała prezydentowi USA m.in. na udostępnianie aliantom sprzętu wojskowego. Wydzierżawionym przez polską firmę statkom nadano nazwy miast zaczynających się od litery "K". Były to "Kielce", "Kolno", "Kowel", "Kutno" oraz "Krosno". Polską banderę na tym ostatnim podniesiono w kwietniu 1944 roku.
Parowiec "Krosno" powstał w 1943 roku w pensylwańskiej stoczni w Stanach Zjednoczonych i nazywał się oryginalnie "Otis White". Miał 79 m długości, 13 m szerokości i 5,5 m zanurzenia. W czterech ładowniach mieścił blisko 3 tys. ton ładunku. Napędzała go maszyna parowa o mocy 1300 KM. Statek rozwijał szybkość 11 węzłów. Jego załoga liczyła 33 osoby.
Jako "Krosno" odbył swój pierwszy rejs przez Ocean Atlantycki ze sprzętem przeznaczonym dla Wielkiej Brytanii.
W Europie kursował między portami Anglii a portami państw alianckich. Jego zadaniem był transport zaopatrzenia w konwojach.
Po zakończeniu działań wojennych statek w 1947 roku powrócił do Stanów Zjednoczonych i do swojej starej nazwy. W 1948 roku kupił go nowy właściciel, argentyńska firma, która przechrzciła go na "Caleta Cordova" (na głównym zdjęciu w artykule). Później parowiec jeszcze raz zmienił właściciela i nazwę - w 1967 roku stał się własnością firmy żeglugowej z Brazylii i nadano mu imię "Beny".
"Benego", dawniej "Krosno" czekał smutny koniec. W czerwcu 1968 roku statek z ładunkiem soli wypłynął z Maranhão do Salvadoru. Podczas rejsu doszło do awarii silników, a "Beny" rzucił kotwicę u wybrzeży portu Mucuripe w Fortalezie. Zakotwiczył w zatoce i przez kilka miesięcy czekał na naprawę. Planowano holować go do stoczni w Rio de Janeiro. Jednak 18 stycznia 1969 roku zaczął tracić stateczność, nabierać wody i przechylać się na lewą burtę. Dzień później przełamał się na dwie części i zatonął, mimo że załoga podjęła próby wyrzucenia ładunku.
Wrak statku do tej pory znajduje się na niewielkiej głębokości w pobliżu portu Mucuripe, jakieś 500 metrów od brzegu (zobacz na Google Maps tutaj). Jest znanym miejscem i atrakcją dla nurków o nazwie "Naufragio Navio Beny". Fragmenty jego masztów i kadłuba są okresowo widoczne ponad lustrem wody. Jego szczątki stały się siedliskiem dla morskich organizmów, m.in. ryb i skorupiaków. Kadłub "Benego" nadal jest przechylony na bok i pęknięty w pobliżu dziobu. Pod wodą można dostrzec część maszyn, ster oraz pętle cumownicze.
Miejsce to można obejrzeć na jednym z filmów zamieszczonym w YouTube:
Okazuje się, że nie była to jedyna jednostka pływająca z nazwą "Krosno". W starych rejestrach polskiej floty pomocniczej i technicznej odnajdujemy ślad statku, którego historia sięga czasów powojennych. Był to niewielki holownik (długości ok. 25 m i pojemności ok. 2 kontenerów) oznaczony unikalnym sygnałem rozpoznawczym SNEY.
Jednostka ta nie powstała w tradycyjny sposób - był to zatopiony w trakcie II wojny światowej wrak poniemiecki, który polscy stoczniowcy "reanimowali". Po wydobyciu, w 1954 roku przeszedł gruntowny remont w Szczecińskiej Stoczni Rzecznej i zyskał miano "Krosna". Służył w barwach Żeglugi Szczecińskiej, zabezpieczając ruch w tamtejszym węźle wodnym. Wycofano go w 1962 roku.
Biorąc jednak pod uwagę jego typowe rzeczne przeznaczenie, nazwa mogła być raczej związana z Krosnem Odrzańskim. Odra bowiem to rzeka, która łączy to miasto ze Szczecinem.
"Wisłok" (nazwa rzeki przepływającej przez Krosno) powstał w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni w 1958 roku. Był trawlerem, czyli statkiem rybackim przystosowanym do połowu ryb żyjących na dnie zbiorników wodnych. Szczęśliwie pływał po wodach Bałtyku, Morza Północnego i północnego Atlantyku do 1964 roku. To wtedy, wczesnym rankiem 27 lutego, na skutek błędu nawigacyjnego oficerów wachtowych osiadł na mieliźnie na południowym wybrzeżu Islandii. Powodem był sztorm i ograniczona widoczność.
Według odnalezionego przez nas opisu tych lutowych wydarzeń akcję ratunkową rozpoczęli Islandczycy, którzy próbowali ewakuować załogę za pomocą urządzeń linowych. Jednak nie udało się przerzucić liny na statek. Na ratunek ruszył więc helikopter Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, który zdołał bezpiecznie przetransportować na pokład 18 z 19 członków załogi. Jedne źródła podają, że ostatni członek załogi utonął na pełnym morzu, gdy próbował dotrzeć pontonem do brzegu. Natomiast w innych widnieje informacja, że nie było ofiar.
Polskie władze wysłały na pomoc holownik "Koral", ale sztorm utrudnił akcję i spowodował uszkodzenia obu statków. W końcu, 5 kwietnia "Koral" wyciągnął "Wisłok" z mielizny, ale dwa dni później z powodu poważnych zniszczeń (kadłub trawlera pękł) statek zatonął na głębokości 47 m.
"Władysław Gomułka" - masowiec o imieniu i nazwisku przywódcy PRL-u, który urodził się i dorastał w Krośnie, był jednym z pierwszych masowców zbudowanych w Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego we flocie Polskiej Żeglugi Morskiej. To statki wodne przewożące suche ładunki bez opakowania np. węgiel, rudę czy nawozy mineralne, które są wsypywane bezpośrednio do ładowni.
M/S "Władysław Gomułka" w szczecińskiej stoczni im. Adolfa Warskiego
"Gomułka" wszedł do służby w październiku 1987 roku. Ceremonia wodowania i nadania mu imienia miała miejsce rok wcześniej. Był to statek o nośności ponad 33 tys. ton i silniku spalinowym 10 200 KM. Rozwijał prędkość 14,1 węzłów. Miał jeden pokład i pięć ładowni. Załoga liczyła 26 osób.
- Pływałem na tym statku w 1988 roku. Wspaniały statek, fajne kabiny, basen, super salka gimnastyczna i wielki czerwony wazon w mesie z napisem "PZPR"
- wspominał po latach na jednej z facebookowych grup kapitan Włodzimierz Czerniawski. Mesa to okrętowy salon połączony z jadalnią. To tam załoga statku je posiłki, odpoczywa w wolnym czasie, rozmawia i spędza wspólne wieczory.
W 1990 roku ze względu na zmiany ustroju w Polsce (w ramach tzw. dekomunizacji, czyli "odcięcia się" od ustroju socjalistycznego), nazwę zmieniono z "Władysława Gomułki" na "Oksywie" - to najstarsza historyczna dzielnica Gdyni. Masowiec transportował głównie węgiel, rudę i zboże.
W barwach Polskiej Żeglugi Morskiej pływał do 2013 roku. Ostatnie chwile pod polską banderą uwieczniono na filmie, który można zobaczyć tutaj:
W sierpniu 2013 roku masowiec został odkupiony przez greckiego armatora Marine Spirit SA, który zarejestrował go pod tanią banderą afrykańskiego kraju Liberia i zmienił nazwę na "OK I". Pod nowym zarządem jednostka spędziła na morzu jeszcze kilkanaście miesięcy, realizując swoje ostatnie zadania komercyjne. W 2015 roku statek zezłomowano w Pakistanie za kwotę 415 dolarów za tonę. Pusty ważył 8421 ton.
5 sierpnia 1971 roku w szczecińskim porcie podniesiono banderę na statku "Iwonicz Zdrój". Był to ósmy egzemplarz z serii drobnicowców, czyli statków morskich wykorzystywanych do transportu drobnicy - różnego rodzaju towarów przemysłowych zapakowanych np. w worki, skrzynie czy beczki.
"Iwonicz Zdrój" zbudowano w rumuńskiej stoczni Turnu Severin, a jego armatorem (właścicielem lub użytkownikiem danego statku) był Szczeciński Zakład Linii Europejskiej i Żeglugi Promowej PLO (Polskie Linie Oceaniczne). Był jednym z 12 drobnicowców przeznaczonych na linie zachodnioeuropejskie. Wszystkie wykonano według polskich planów konstrukcyjnych i wyposażono w ładownie częściowo chłodzone.
Drobnicowiec objęło patronatem Prezydium Osiedlowej Rady Narodowej w Iwoniczu, a matką chrzestną została mgr Jadwiga Kwaśnicka, jedyna polska przedstawicielka w gronie matek chrzestnych statków z serii "uzdrowiska". Z wykształcenia była geografem oraz żoną Kazimierza Kwaśnickiego, lekarza naczelnego i zastępcy dyrektora ds. lecznictwa w Uzdrowisku "Iwonicz" w latach 1948-76.
Od 1971 przynajmniej do 1972 roku na linii Szczecin-Antwerpia odbywały się regularne rejsy "Iwonicza Zdroju". Statek w tym czasie odbył 23 podróże, jednorazowo przewoził ponad 2 tys. ton różnych towarów. Posiadał trzy ładownie, w tym jedną chłodzoną. Jego silnik miał moc 2 250 KM i pozwalał rozwinąć prędkość 14,5 węzłów. W trakcie jednego z rejsów do Londynu dwutysięcznik przywiózł do kraju m.in. 1,2 tys. ton ołowiu oraz 400 ton drobnicy, a także chemikalia. Załoga liczyła 29 osób.
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w 1973 roku. Wtedy to w trakcie sztormu ładunek statku przechylił się. Na szczęście nie doszło do tragedii.
Statek wyróżniał się działalnością kulturalno-oświatową. Dzięki licznym kółkom zainteresowań działającym na statku, m.in. fotograficznym "Iwonicz Zdrój" zdobył II miejsce we współzawodnictwie o "Złotą latarnię" (był to festiwal kulturalny ludzi morza). Miał też przyznany dyplom za realizację czynu zjazdowego.
Drobnicowiec został sprzedany w 1986 roku i na początku trafił do firmy Olympic Games S.A. w Panamie. Kolejne nazwy statku to "Meli", "Ioanna A" oraz "Gulf Esplendour". Pod koniec lat 90. XX wieku drobnicowiec był powiązany z firmą Sabrina Investment Corp. z Hondurasu. W 1998 r. został zezłomowany w Indiach.
Nie jesteśmy zaskoczeni jeszcze jednym związkiem Krosna z morzem. Bo czymże byłaby historia miasta, gdyby nie krośnieńskie szkło, które pływało na statkach?
Dowiadujemy się o tym z wywiadu z Danutą Walas-Kobylińską, która była kapitanem żeglugi wielkiej i w latach 70. XX wieku pływała m.in. na statku "Bieszczady". W wywiadzie dla tygodnika "Podkarpacie" z 1972 roku opowiadała: - Rzeszowscy plastycy zadbali o jego wystrój i regionalny folklor, a kieliszki z krośnieńskich hut robią furorę w portach Maroka, Algerii i Tunezji, nie pozwalają zapomnieć o troskliwych patronach.
Krośnieńskie Huty Szkła miały jeszcze jeden istotny wkład w przemysł morski. Część produkcji huty w Jaśle (która formalnie należała do KHS w latach 1967-2015) stanowiło szkło sygnalizacyjne oraz klosze dla potrzeb sygnalizacji morskiej.
Autorzy artykułu: Anna Kania, Adrian Krzanowski