
Tętniące dzisiaj życiem okolice ul. Bieszczadzkiej w latach 70. uchodziły za głębokie peryferia Krosna. Nie było galerii Vivo!, KFC ani McDonald’s. Nie było także obwodnicy, a większość tego terenu porastały pola. Wtedy powstał budynek, w którym obecnie mieści się Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych, jednak jego pierwotne przeznaczenie było zupełnie inne.
W tych czasach brakowało w Krośnie hotelu tuż przy drodze. Nie było jeszcze Hotelu Nafta (czyli wówczas tzw. hotelu miejskiego), a wszystkie noclegi znajdowały się bliżej Rynku, jak np. Hotel Śródmiejski przy podcieniach, Hotel Polonia na ul. Nowotki (teraz ul. Piłsudskiego) oraz tuż obok niego pokoje gościnne PTTK w Pałacu Biskupim (teraz siedziba Muzeum Podkarpackiego).
Powstał więc pomysł budowy motelu dla zmotoryzowanych turystów jadących w Bieszczady, na obrzeżach miasta, tuż przy drodze. – Inicjatorem był Tadeusz Niezgoda, przewodniczący Powiatowego Komitetu Kultury Fizycznej – wspomina Jan Blicharczyk, były pracownik Powiatowego Ośrodka Sportu, Turystyki i Wypoczynku "Podkarpacie" w Krośnie (tzw. POSTiW).
– To miał być motel, dlatego przy obiekcie powstały boksy garażowe dla gości oraz specjalny kanał do napraw samochodów, który zresztą istnieje do dzisiaj – opowiada pan Jan.
Stworzenie motelu wymagało wówczas dostosowania się do konkretnych wymogów, np. określonego wyposażenia. W trakcie budowy okazało się to kłopotliwe, dlatego postanowiono przekształcić obiekt na hotel. Powszechnie wciąż jednak nazywano go motelem.
Budynek miał być ogrzewany węglem, dlatego od południowej strony budynku wybudowano wielki komin. To charakterystyczny element budynku – latem bujnie porośnięty winobluszczem, pod którym kryje się jego ceglana konstrukcja.
- Ostatecznie ten potężny komin nigdy nie został użyty – śmieje pan Jan i wyjaśnia, że zastąpiono go przyłączem gazowym.
Wielką bolączką obiektu były problemy z wodą. Wybudowano dwie studnie głębinowe, które nie dały wody. – Za pozwoleniem straży powiatowej nalewaliśmy wodę z hydrantu do beczek i przewoziliśmy je tzw. Lublinkiem. Następnie wodę z beczek wlewaliśmy do studni, aby hotel mógł funkcjonować – wspomina pan Jan.
Przyłącze wodociągowe pojawiło się dopiero początkiem 1975 roku (ok. pół roku po otwarciu), a jego budowa trwała dłużej niż zakładano. Mieszkańcy skarżyli się w listach do redakcji Tygodnika Podkarpacie, że według zapewnień wykopy przed ich domami miały trwać 12 dni, a po niemal 4 miesiącach prac droga wciąż była rozkopana.
Niełatwe było także wyposażenie hotelu. Aby cokolwiek kupić, trzeba było otrzymać przydział od wojewody. Perspektywę tamtych czasów doskonale oddaje wspomnienie pana Romana Żdana, także byłego pracownika POSTiW-u:
– Pamiętam jak do odbioru w Rzeszowie były m.in. firany i chodniki. Tadeusz Czernicki, dyrektor POSTiW-u załatwił samochód ciężarowy z Naftomontażu lub Kopalnictwa. Pojechałem razem z jego synem Janem oraz Wiesławem Wołkiem czyli dyrektorem hotelu. W PRL-u nie można było jechać z pustym przebiegiem, dlatego w Krośnie załadowano nam cały samochód pumeksem, który miał trafić do Rzeszowa. Z przodu nie było miejsca dla wszystkich, więc schowaliśmy się przed milicją na pace między paczkami. To był chyba styczeń, było strasznie zimno, a gdzieś była dziura i całą drogę dmuchało nam po oczach pyłkiem z tego pumeksu. Zanim zdaliśmy towar, zamknięto hurtownię, w której mieliśmy kupić firany i chodniki. Na Krosno nie było już żadnego towaru, więc dostaliśmy pieczątkę, że możemy wrócić z pustką paką.
Finalnie hotel udało się wyposażyć tak, że robił wrażenie. Pokoje były od jedno- do czteroosobowych. Obiekt oferował łącznie nieco ponad 60 miejsc noclegowych. W każdym z pokoi znajdował się tapczan, szafka nocna (nakastlik), szafa oraz dywan. Okna zdobiły firany i zasłony, a ściany - dekoracje. Łazienki znajdowały się na korytarzu. Na dole, po prawej stronie od wejścia do budynku funkcjonowała stołówka i bar. Widok z okien był jednak zupełnie inny niż obecnie.
- Widoczny był obecny budynek starostwa, który stał się siedzibą Urzędu Wojewódzkiego. W pobliżu było tylko kilka domów, a właściciel jednego z nich miał konie, więc te tereny funkcjonowały jeszcze rolniczo. Poza tym dookoła nie było nic - mówi Ewa Dembiczak, która pracowała jako zastępca kierownika recepcji.
- Hotel może nie był luksusowy, ale był dobry i to pozwalało mieć pozytywne opinie od gości – podsumowuje.
Obiekt otwarto w kwietniu 1974 roku. – W POSTiW-ie ogłoszono konkurs na nazwę. Wygrała główna księgowa i jej propozycja „Beskid” – wspomina pan Roman.
Pierwsi goście byli z okolic Gorlic. Chcąc się na chwilę posilić w drodze w Bieszczady trafili na huczne świętowanie otwarcia przez pracowników. – Wszystko mieli gratis – śmieje się pan Jan. – Tak ich ugościliśmy, że nie dojechali w Bieszczady.
- Goście byli różni. Odwiedzali nas nie tylko turyści, czasem ktoś przyjeżdżał na delegację, bo duże firmy, które wtedy funkcjonowały, czyli Lnianka, Huty Szkła, Polmo, Fabos czy WSK, nie posiadały własnych możliwości noclegowych. Dużym atutem była restauracja, w której można było zjeść coś ciepłego i smacznego, co było istotną sprawą w ówczesnych czasach – wspomina pani Ewa.
Opisuje także, jak wyglądało przekazywanie połączeń telefonicznych do gości hotelowych: – Był jeden stacjonarny telefon na recepcji. Jeżeli ktoś chciał się połączyć z gościem, który przebywał w hotelu, to trzeba było użyć tzw. klapek. Na ścianie wisiała tablica z pokojami i trzeba było kabel z metalową końcówką włożyć pod odpowiedni numer pokoju i w ten sposób przekierowywało się rozmowę.
Po powstaniu województwa krośnieńskiego w 1975 roku, hotel został włączony do obiektów Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Turystycznego "Bieszczady" w Lesku.
W tym czasie Krosno zalała fala pracowników i urzędników "napływowych", dla których nie było mieszkań. Hotel Beskid stał się dla wielu z nich stałym miejscem zamieszkania. Mieszkało w nim sporo osób z Komendy Policji i Urzędu Wojewódzkiego. Przez pewien czas funkcjonowała tu także tymczasowa siedziba Wydziału Kultury i Turystyki Urzędu Wojewódzkiego. Jednocześnie hotel wciąż przyjmował turystów.
Władze nowo powstałego województwa krośnieńskiego bardzo starały się o lokalizację dla tutejszych władz Lasów Państwowych. Dlatego w 1977 roku podjęły polityczną decyzję o przekazaniu tego obiektu na rzecz nowej siedziby leśników (wtedy był to Okręgowy Zarząd Lasów Państwowych - OZLP, a od 1994 jest to Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych - RDLP).
- W połowie listopada zjawiliśmy się w miejscu przyszłej pracy, motel już nie funkcjonował, wyłączone było ogrzewanie, działał jedynie bar w tym miejscu, gdzie jest obecnie, z tym wyjątkiem, że wtedy dysponował mocniejszymi trunkami i piwem. W barze tym oczekiwaliśmy w kolejce na rozmowy w sprawie pracy – opisywał we wspomnieniach Wojciech Szepieciński, jeden z pracowników.
- W listopadzie skończyłam pracę w motelu, a w styczniu 1978 zaczęłam pracę w Lasach Państwowych. W tym czasie hotelowe pokoje opróżniano i zamieniano w biura – mówi pani Ewa i wspomina:
- Był taki okres przejściowy, w którym jeszcze nie raz ktoś pytał „Dzień dobry, można nocleg?” i trzeba było tłumaczyć, że teraz to budynek biurowy. Byli to pewnie w większości stali bywalcy hotelu. Ale nie trwało to długo, jednocześnie otwierał się Hotel Krosno, czyli obecny Hotel Nafta i pewnie tam przeszli goście.
Potwierdzają to także zapiski w monografii RDLP:
"Organizował OZLP w Krośnie i był jego pierwszym dyrektorem mgr inż. Janusz Bielecki. […] Nowej i ważnej w mieście instytucji przekazano w użytkowanie budynek motelu przy ulicy Bieszczadzkiej. Miejscowi humoryści widzieli w tym dobry dla OZLP prognostyk na przyszłość, bo nowe lokum w odróżnieniu od poprzednich w Tarnowie i Przemyślu nie miało więziennej przeszłości, która podobno fatalnie ciążyła na lokatorach. Tyle tylko, że dyrektor Bielecki wraz z personelem mieli na początku sporo kłopotów z częstym wyjaśnianiem zmiany użyteczności publicznej zajmowanego budynku licznie tu przybywającym i dość natarczywym, starym bywalcom motelu i miłośnikom jego gastronomii."

Obecnie po 50 latach nie zostały żadne pamiątki po motelu, poza kilkoma elementami budynku, które pozostały niezmienne. Są garaże, jeszcze parę lat temu widoczny był nieużywany kanał do napraw, dawna recepcja stała się miejscem dla ochrony, układ biur na parterze jest identyczny jak ówczesne rozmieszczenie pokoi. Zaplecze dawnej restauracji służy pracownikom jako kuchnia, a sala jako miejsce zebrań. Piętro zmieniło się niemal całkowicie, wcześniej w miejscu części biur był przestronny hol.
Nie dotarliśmy także do innych archiwalnych fotografii. Historię udało się odtworzyć dzięki uprzejmości byłych pracowników hotelu i obecnej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.