Akcją objęte jest całe Podkarpacie, pomija się tereny zurbanizowane i akweny. W samym Krośnie zrzuty szczepionek nie są planowane, bo nie notuje się tu przypadków wścieklizny. Może się jednak zdarzyć, że szczepionka będzie wykładana na obrzeżach Krosna ręcznie. Akcją w pełnym wymiarze objęte są natomiast okoliczne miejscowości i pozostała część powiatu krośnieńskiego.
W zrzutach będą brały udział 4 samoloty, wystartują z krośnieńskiego lotniska. Akcja jest uzależniona od warunków atmosferycznych, jeśli będą sprzyjać - potrwa tylko 4 dni.
- Samolot będzie zrzucał szczepionki przelatując na wysokości 200-300 metrów. Jest wyposażony w specjalny system, który rejestruje częstotliwość zrzutu, GPS dokładnie podaje też, w którym miejscu wyrzucana jest szczepionka, więc nie jest to na chybił trafił - tłumaczy lek. wet. Piotr Dębski, Wojewódzki Inspektor Weterynaryjny ds. zdrowia i ochrony zwierząt. Szczepionka zrzucana jest w liniach co kilometr, na obszar o powierzchni jednego kilometra kwadratowego przypada 20 dawek.
Porcja szczepionki ma kształt okrągłego plastra koloru brązowo-szarego. Przynęta (blister) wydaje specyficzny zapach, w środku zawiera pojemnik z płynną szczepionką.
W okresie trwania akcji i przez dwa tygodnie po jej zakończeniu zaleca się, by nie wyprowadzać zwierząt domowych na tereny niezabudowane. Czym grozi zjedzenie takiej szczepionki przez psa? - Nie stwierdzono skutków ujemnych, jednak taka szczepionka nie da mu uodpornienia. Ona jest dedykowana tylko lisom wolno żyjącym, więc sytuacja, w której ktoś w ramach oszczędności weźmie taką szczepionkę dla pieska czy kotka, nic nie da - wyjaśnia Piotr Dębski. Odporność u szczepionych zwierząt pojawia się po 21 dniach i utrzymuje się co najmniej przez 1 rok. Zjedzenie większej ilości przynęt nie jest szkodliwe dla dzikich gatunków.
W przypadku kontaktu człowieka ze szczepionką konieczne jest umycie się mydłem w bieżącej wodzie oraz wizyta u lekarza rodzinnego. Dotyczy to jednak sytuacji, kiedy szczepionka zostanie rozerwana, bo sama jej otoczka jest niegroźna, stanowi jedynie wabik dla zwierzęcia. Szczepionka uwalnia się w momencie nagryzania jej przez zwierzę.
Szczepionki nie należy jednak dotykać, bo lisy czując zapach człowieka już jej nie zjedzą.
Akcja zrzucania szczepionek na terenie całego województwa zapoczątkowana została w 2002 roku. Wcześniej prowadzano ją tylko w wybranych miejscach. Organizowana jest dwa razy w roku, na wiosnę i jesienią.
- Wścieklizna to śmiertelna choroba dla każdego gatunku zwierzęcia i dla człowieka - podkreśla Piotr Dębski. Wirus atakuje ośrodkowy układ nerwowy, co powoduje zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego. Do zakażenia zwierzęcia dochodzi poprzez jego kontakt z innym chorym zwierzęciem, na przykład poprzez pogryzienie podczas walki. Chore zwierzęta zazwyczaj są płochliwe i uciekają przed człowiekiem. Bywają jednak agresywne, mogą zaatakować lub przeciwnie - są łagodne i dają się złapać. Chorych zwierząt nie leczy się, zgon następuje po około 2-4 dniach.
W tym roku zarejestrowano na Podkarpaciu już 20 przypadków wścieklizny zwierząt, w tym jeden w powiecie krośnieńskim. Najwięcej przypadków odnotowuje się w pasie przygranicznym z Ukrainą, najczęściej w odległości 5 - 10 km od granicy. Ukraina nie prowadzi bowiem szczepień w swej zachodniej stronie, w sąsiedztwie z Polską.
- Podkarpacki Wojewódzki Lekarz Weterynarii już w 2007 roku podjął pierwsze kroki w celu przeprowadzenia szczepień na zachodzie Ukrainy w pasie około 50-kilometrowym, graniczącym z naszym województwem - informuje Piotr Dębski. Stosowny wniosek został złożony do Głównego Lekarza Weterynarii, akcja taka musi też zyskać akceptację Komisji Europejskiej.
- Analogiczna sytuacja miała miejsce w latach 90. na zachodzie Polski. Niemcy, chcąc uwolnić swój kraj od wścieklizny, rozpoczęli u nas szczepienia. Aktualnie w tej część kraju od wielu lat nie odnotowano żadnego przypadku wścieklizny - dodaje inspektor.
Ostatni śmiertelny przypadek wścieklizny u człowieka miał miejsce w 2003 roku w powiecie strzyżowskim.