ARCHIWUM 1999-2017

Jak się żyje gejom w Krośnie?

Najważniejsza jest akceptacja i wsparcie ze strony bliskich. Przyda się też odwaga i gruba skóra, od której odbiją się wyzwiska - "pedały" czy "cioty". Jeśli ich nie masz, pewnie pozostaniesz w ukryciu, może się nawet ożenisz i będziesz miał dzieci, wynika z opowieści gejów, których zapytaliśmy, czy Krosno to tolerancyjne miasto.
Redakcja Portalu
Czy geje mogą być w Krośnie szczęśliwi?

Gdy Marcin umierał, Rafał leżał obok niego na szpitalnym łóżku. Lekarze z Sanoka pozwolili na to, bo rodzice Marcina wytłumaczyli im, że ich syn świata poza Rafałem nie widział. Poprosili ich także, aby informowali partnera Marcina o stanie jego zdrowia.

Nasz widok peszył ludzi

Rafał mieszka w Krośnie. Jest przed czterdziestką. Marcina poznał dziesięć lat temu, na wyjeździe sylwestrowym w Bieszczady. Wypad zorganizowała koleżanka Rafała z pracy. W Sanoku dołączył się do nich Marcin, student krośnieńskiej PWSZ. Rafał przegadał z nim resztę drogi. Zaiskrzyło. Na miejscu Marcin wziął Rafała za rękę i oznajmił: "Będziemy mieli razem pokój".

Najpierw zamieszkali wspólnie w Krośnie, potem w Sanoku, gdzie prowadzili sklep mamy Marcina. Obydwie rodziny wiedziały o ich związku, akceptowały go. Po kilku latach postanowili wyjechać do Londynu, chcieli zarobić trochę grosza. W Anglii Marcin poczuł się źle. Lekarze zdiagnozowali u niego białaczkę. Wrócili do Polski, ale choroba była zbyt zaawansowana, aby można było dokonać przeszczepu szpiku. - Przed śmiercią Marcin powiedział mi, że przeżywałem jego chorobę bardziej niż on. I kazał mi obiecać, że sobie kogoś znajdę. Koniec jak z serialu, nie? – Rafał dzisiaj może już o tym spokojnie opowiadać, bo od śmierci jego partnera minęły dwa lata. Zgodnie z prośbą Marcina, ponownie się zakochał. Liczy że coś z tego będzie.

Z Marcinem spędził osiem lat. Nigdy nie ukrywali związku – nie bali się razem mieszkać, robić zakupów czy iść na imprezę, na której tańczyli, trzymając się za ręce i całując. - To kwestia charakteru, Marcin był taki jak ja, nie obchodziło go, co ludzie myślą i mówią. Był odważny - wspomina partnera Rafał. - Kiedyś poszliśmy do banku. Marcin chciał upoważnić mnie do konta. Powiedział o tym konsultantce, a ona się zdziwiła, że zamierza umożliwić dostęp do swoich pieniędzy koledze. A Marcin odparł jej spokojnie, że ja nie jestem żadnym jego kolegą, że jestem jego partnerem. Speszyła się i utopiła wzrok w papierach. Takich sytuacji było więcej, ludzie zazwyczaj reagowali właśnie speszeniem.

Ale rzadko agresją, zapewnia Rafał, którego orientacja nie jest tajemnicą. Owszem, zdarza się, że pod jego adresem poleci jakiś "pedał", ale wyzwiska jakoś po nim spływają. Czasem wkurzy to jego bliskich czy znajomych, którzy przywołują agresora do porządku. - Bo oprócz charakteru, ważne jest wsparcie najbliższych, a ja zawsze mogłem na nie liczyć. Sprawa mojej orientacji była i jest traktowana w domu i wśród znajomych bardzo naturalnie, nie pamiętam, abyśmy o tym dyskutowali, czy coś sobie wyjaśniali. To było oczywiste i w pełni akceptowane. Pewnie dlatego, że przez nasz dom przewijało się wiele osób i ceniono w nim tolerancję – przypuszcza.

Według jednego z licznych stereotypów, geje nie są w stanie zbudować trwałego związku. To nieprawda, zaprzecza Rafał

Hetero-podboje nikogo nie rażą

Kuba, pochodzący z Krosna 26-latek, który po studiach osiadł w jednym z największych miast w Polsce, wychował się w podobnej atmosferze. W przeciwieństwie do Rafała, rodzice Kuby dowiedzieli się jednak o jego homoseksualizmie przypadkiem, dziesięć lat temu. - Powiedzmy, że zdradził mnie komputer – nie chce wnikać w szczegóły. - Ja wiedziałem od małego, że podobają mi się chłopcy, ale w podstawówce nie rozumiałem, co to oznacza, nie umiałem tego nazwać, no bo w tym wieku nikt o tym jeszcze nie mówi ani nie uczą o tych sprawach w szkole. W gimnazjum wiedziałem już jednak, co to znaczy być gejem. Nie wiem, czy rodzice domyślali się czegoś do tamtego momentu. Po prostu to przyjęli, ani dobrze, ani źle. Potrzebowali trochę czasu. Ale zaakceptowali tę sytuację i teraz nie mają z nią najmniejszego problemu.

Reszta rodziny i najbliżsi znajomi Kuby także. Podczas jednej z wigilii 83-letnia babcia zapytała go, czy wybiera się w Boże Narodzenie do kościoła. Odpowiedział, że raczej nie, bo kościół nie chce takich jak on. - Ależ Kuba! – zaprotestowała – "gejowie" też mogą chodzić do kościoła.

Legalizacja związków partnerskich - to na niej gejom zależy najbardziej

Kuba zapewnia, że jego decyzja o pozostaniu w metropolii nie ma nic wspólnego z nietolerancją, o którą można by podejrzewać niewielkie miasto, leżące w województwie zdominowanym przez katolicki, konserwatywny światopogląd. - Krucho tu z pracą w mojej branży, więc ze mnie jest po prostu emigrant zarobkowy – mówi. - Zresztą w porównaniu do reszty regionu, Krosno to mimo wszystko enklawa liberalnego myślenia. Zobacz tylko, kto od dawna wygrywa wybory w mieście, a kto dookoła.

Ale i w tej enklawie przydawała mu się gruba skóra, dzięki której rzucane za jego plecami na szkolnych przerwach "pedały" i "cioty" traciły siłę rażenia. - Najważniejsze to nie reagować – uważa. - Jeśli nic sobie z tego nie robisz, to ten, który cię obraża, z czasem da sobie spokój. Ale jest ryzyko, że przerzuci się na kogoś ci bliskiego. Tak było z moją siostrą, która bardzo to przeżywała, denerwowała się, chciała mnie bronić. To bolało.

Podobnie ma Rafał, dlatego obaj poprosili o zmianę imion. Nie łudzą się - łatka rodzica, siostry czy brata geja przylgnęłaby do ich najbliższych, a oni tak grubej skóry już nie mają. - Poza tym nie potrzebuję obnosić się ze swoją orientacją, jak gej z komedii "Mała Brytania", który chodzi po małej, górniczej wiosce w skórzanych spodniach i wykrzykuje: "Jestem gejem, pogódźcie się z tym wreszcie!" - tłumaczy Kuba. - Z drugiej strony, gdy ktoś pisze o gejach, to od razu pojawia się zarzut, że pedały się afiszują. Tylko że o związkach damsko-męskich pisać można do woli. Nikogo też nie razi, jak kumple popiją sobie i chwalą się swoimi hetero-podbojami. To wyobraź sobie, że nagle włącza się do rozmowy gej i opowiada o swoich doświadczeniach...

"PO nie wykonała żadnego ruchu przez osiem lat, by ułatwić osobom LGBT (gejom, lesbijkom, osobom biseksualnym i transseksualnym - red.) życie. A PiS nie tylko nam nie pomaga, ale próbuje zastraszyć" - opowiadali w niedawnym wywiadzie dla Newsweeka Robert Biedroń i jego partner Krzysztof Śmieszek. Para jest razem od 14 lat

Lepiej, żebyś poszedł do zakonu

Paweł to także zmienione imię. Poprosił o to 24-latek, który na portalu randkowym dla gejów zadeklarował, że mieszka w Krośnie. To nie do końca prawda.

Pochodzi z jednego z mniejszych miast w okolicach Krosna. Twierdzi, że to Krosno, to automatycznie ustawiła aplikacja w komórce. Ale gdy go zapytasz, czy wśród 270 osób, które też mają wpisane "Krosno", więcej jest takich jak on, z absolutną pewnością odpowie, że część celowo ukryła swoje prawdziwe pochodzenie. Z jego miasta oficjalnie nie ma na portalu nikogo. - Wybierają albo Krosno, albo Rzeszów. Obawiają się, dlatego nie pokazują też zdjęć – opowiada. On pokazał. Osobie na fotografiach daleko do homofobicznego stereotypu geja – żadnych różowych boa, lateksów, skór, makijażu, kajdanek czy stringów. Normalny, uśmiechnięty facet, szukający kogoś, kto obejrzałby z nim film dokumentalny i posłuchał reggae. Kogoś do przyjaźni lub związku. - Ciężko tu o takiego, większość chce się umówić wyłącznie na seks – pisze rozczarowany.

- Wśród tych, którzy szukają na portalach chętnego na szybki numerek, dużo jest poukrywanych gejów, z Krosna lub okolicznych miejscowości, którzy nigdy nie ujawnią swojej orientacji, bo boją się reakcji środowiska – twierdzi Rafał. - Tylko sprawdź, część z nich deklaruje się jako biseksualiści, mają dziewczyny lub żony, nawet dzieci, ale natury nie oszukasz, dlatego raz na jakiś czas umawiają się na seks. Straszne, bo krzywdzą nie tylko siebie, ale i swoje rodziny. Ale gdy spotkają się w gronie kumpli, to oczywiście śmiać się będą z "pieprzonych pedałów".

- Masz szczęście, jeśli obracasz się wśród ludzi, dla których twoja orientacja to coś zupełnie naturalnego. Ale wyobraź sobie, że żyjesz w środowisku, które kompletnie gejów nie toleruje, gardzi nimi. Co masz wtedy zrobić? - dodaje Kuba.

- Wszystko zależy od środowiska, w jakim żyjesz. W większych miastach grono osób o lewicowych poglądach jest większe, ale w Krośnie także nigdy nie mogłem narzekać na brak takich osób - mówi Kuba

Niby-krośnianin Paweł nie wyobraża sobie, że w jego rodzinnej miejscowości mógłby wyjść z chłopakiem na randkę i na przykład usiąść jako para w knajpie. - Musielibyśmy się zachowywać jak koledzy, ludzie tutaj nie zaakceptowaliby tego. A wiesz, co jest najgorsze? Pracuję w sklepie, klienci mnie wychwalają, mówią, że trudno dzisiaj o takiego chłopaka, porządnego i poukładanego. A jestem pewien, że gdyby wiedzieli, że jestem gejem, zachowywaliby się zupełnie inaczej – smuci się.

Osoby, które wiedzą o orientacji Pawła, policzyć można na palcach. W tym mikro-gronie nie ma jego rodziców, choć Paweł mieszka z nimi pod jednym dachem. Nie wie, czy się domyślają. Może tak, ale sam nie zamierza im tego powiedzieć, choć czasami wreszcie chciałby to z siebie zrzucić. - Kiedyś, gdy miałem doła, powiedziałem im, że chyba pójdę do zakonu. Mama, niby w żartach, odparła, że wolałaby, żebym poszedł do zakonu niż gdybym miał być gejem.

Straszenie gejem

Uprzedzenia i nietolerancja biorą się z niewiedzy, tłumaczy Rafał. I wspomina: - W mojej pracy często zmienia się skład ekipy. Kiedyś przyjechało dwóch nowych pracowników, którzy dowiedzieli się, że jestem gejem. Chcieli mnie o coś zapytać, ale mieli opory. Poprosili koleżankę, żeby zadała mi pytanie w ich imieniu. No tak, zażartowała sobie z nich, bo przecież Rafał tylko czeka aż się schylicie, weźcie nie róbcie jaj! Dzisiaj nie mają do mnie żadnego dystansu.

Stereotypów jest więcej. Wspomniane różowe boa, stringi, skóry i rzucanie się na każdego faceta to tylko wierzchołek ich góry. - Mówi się na przykład, że gejami są przede wszystkim artyści, a to też bzdura – prostuje Rafał. – Policjanci, kulturyści, księża, lekarze, prawnicy, można by długo, bo geje są w każdej branży. To nie środowisko decyduje, czy jesteś gejem. Rodzisz się nim albo nie, i tyle.

Najbardziej krzywdzące jest jednak mylenie "pedała" z pedofilem. Niestety, wciąż nagminne. Kilka lat temu Rafał boleśnie się o tym przekonał. W szkole, do której chodziły dzieci jego siostry, wszedł do komitetu rodzicielskiego. W organizację wycieczek i zabawy choinkowej wkładał wszystkie siły i całe serce. Dzieciaki i rodzice go uwielbiali. Jedna z matek dowiedziała się jednak, że jest gejem, czyli pedałem. A pedał w jej przekonaniu równał się z pedofilem. Gdy tylko zaczęła się nagonka, zrezygnował. Nikt już nie organizował tak fajnych wycieczek i zabaw choinkowych.

Małe miasto to dla gejów z jednej strony bariera, ale z drugiej ciężko w takim środowisku stać się ofiarą prześladowania, mówią

Może w przyszłym pokoleniu?

Kilka przykrych sytuacji nie zmienia jednak opinii Rafała o Krośnie. Jako gejowi żyje mu się tu dobrze, jest szczęśliwy. Do pełni szczęścia nie potrzebuje nawet specjalnych klubów dla gejów, takich jak te działające chociażby w Katowicach, gdzie panuje pełna kultura, szacunek i zrozumienie. Wie, że na Podkarpaciu ciężko będzie utworzyć podobne miejsce. - Kiedyś taki klub działał w Rzeszowie, ale policja pilnować go musiała od początku do końca imprezy – opowiada. - Ja się dobrze bawię tutaj. Ale to nie zabawa jest najważniejsza, to też stereotyp. Chciałbym, aby zalegalizowano wreszcie związki partnerskie, na tym najbardziej mi zależy, bo codzienne życie w związku stałoby się prostsze. Osobiście nie jestem natomiast przekonany do adopcji dzieci przez gejów, bo w Polsce jest na to po prostu za wcześnie. Może przyszłe pokolenie będzie bardziej otwarte i tolerancyjne.

Młodsze pokolenie rzeczywiście wydaje się być bardziej otwarte. Na portalu randkowym osoby z regionu, które nie kryją swoich twarzy, to przede wszystkim kończący liceum chłopcy i młodzi studenci. W przeciwieństwie do starszych, bez większych oporów zgadzają się też na rozmowę. - Oczywiście, że sobie wyobrażam chodzenie po Krośnie ze swoim partnerem, trzymanie się za ręce, czy całowanie. Tylko że ja tego nie potrzebuję, bo nie lubię takiej formy okazywania uczuć, w ogóle, nie tylko w przypadku gejów. I chociaż wiem, że ludzie dzisiaj pewnie dostaliby gorączki, gdyby zobaczyli dwóch facetów, to wydaje mi się, że z roku na rok jest coraz lepiej. Ale ja się w Krośnie nigdy nie bałem pokazywać z partnerem. Owszem, to małe miasto, w którym każdy się zna, co z drugiej strony ma swoje zalety, bo z tego samego powodu trudno tu kogoś prześladować, czy nawet pobić – pisze 18-letni Kacper. Nie wiadomo, czy to jego prawdziwe imię.

*

Z opublikowanego w 2014 roku raportu "Rodziny z wyboru w Polsce" wynika, że osoby nieheteroseksualne stanowią min. 5 proc. polskiego społeczeństwa. To około 2 mln osób.
Tylko kilka procent z nich decyduje się na ujawnienie (tzw. coming out) swojej orientacji.

Według badania przeprowadzonego w 2016 roku przez Kampanię Przeciw Homofobii, w latach 2011-2015 prawie 1/3 osób LGBT doświadczyła przemocy motywowanej homofobią.

Najczęstszymi jej przejawami były ataki fizyczne lub ich groźby oraz wyzwiska.
Sprawcami przemocy byli głównie mężczyźni, a dochodziło do niej przede wszystkim w miejscach publicznych, w szkole lub na uczelni oraz w domu.

Przestępstwo z nienawiści na tle orientacji seksualnej zgłosiło organom ścigania tylko 5,2 proc. pokrzywdzonych. Jak informuje krośnieńska policja, w mieście takiego przestępstwa nie zgłosił nikt.

Dawid Iwaniec, fot. Kampania Przeciw Homofobii @lgbt.kph