ARCHIWUM 1999-2017

Tutaj było województwo, tu był Łukasiewicz

Filip Springer - reporter i fotograf - pracuje nad książką o byłych miastach wojewódzkich. W Krośnie spędził trzy dni (14-16.10): podążał głównymi traktami i skręcał w zaułki, robił zdjęcia i notował. Z tych zdjęć i notatek powstanie opowieść, którą poznamy za rok.
Redakcja Portalu
Pisał już m.in. o katastrofalnym stanie polskiej przestrzeni oraz o dziesięcioleciach zaniedbań państwa w polityce mieszkaniowej. Teraz Filip Springer chce opisać życie w byłych miastach wojewódzkich

Archipelag

Był tu wcześniej tylko raz, kilka lat temu. Z Węgier dojechał autostopem do pobliskiej Dukli, a z niej w celach przesiadkowych udał się do Krosna. Zanim ruszył dalej, zjadł na rynku obiad. To wszystko, co pamięta z tamtej wizyty. Żadnych więcej szczegółów nie jest w stanie sobie przypomnieć albo, z grzeczności, przypomnieć sobie nie chce. W każdym razie, wspomnienia z tamtego pobytu w Krośnie Filip Springer jakoś specjalnie w pamięci nie pielęgnował.

I jakoś specjalnie miasta nie kojarzył, z nikim ani z niczym. No chyba, że z pankrośnistami, którzy z gorliwością ewangelistów głoszą doktrynę o najwspanialszości Krosna.

Ale to dobrze, stwierdza, bo w pracy nad najnowszą książką nie zamierza sugerować się metkami przypiętymi 31 byłym miastom wojewódzkim. Przeciwnie, w trakcie wielogodzinnych spacerów po kolejnych ośrodkach wybiera skojarzeniowe bezdroża albo zapuszczone ścieżki, na których natrafia na historie i bohaterów "Miasta Archipelagu - Polski mniejszych miast".

W podróż po stolicach eks-województw Filip Springer wyruszył na początku października, a jego peregrynacja potrwa do stycznia 2016 roku. W każdym z miast reporter spędza kilka dni, które upływają mu na badaniu, wyłącznie naskórkowym zaznacza, jak wygląda życie i jak wygląda przestrzeń.

Filip Springer (ur. 1982) - reporter i fotograf. Autor pięciu książek ("Miedzianka. Historia znikania", "Źle Urodzone. Reportaże o architekturze PRL", "Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach", "Wanna z kolumnadą" i "13 pięter"). Kilkakrotnie nominowany do nagród literackich, m.in. Nagrody Literackiej Nike 2012. Laureat trzeciej edycji konkursu stypendialnego dla młodych dziennikarzy im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Czad!

Gdy Filipowi Springerowi coś się podoba, mówi: "Czad!".

Czadowe w Krośnie jest na pewno to, że Robert Staroń, kierownik Wydziału Formowania Ręcznego w KHS, opowiadając o powstającym tutaj szkle, wspomina o cząstce duszy, którą hutnicy wdmuchują przez piszczel w kieliszki i karafki ("To chyba muszą mieć sporo tej duszy", skomentuje Filip Springer).

Czadowe jest również to, że autorzy przewodników turystycznych nie łgają i w skansenie w niedalekiej Bóbrce naprawdę pachnie lasem i naftą.

Czadowy jest i widok z 38-metrowej wieży ufundowanej przez Szkota Portiusa, a także to, że tuż przed wdrapaniem się na jej szczyt jakaś siła rozgoniła wiszące od kilku dni nad Krosnem chmury w kolorze stali i rozświetliła miasto oraz falujące wokół niego wzgórza.

Czadowy jest wreszcie pan, który na obłożonej sidingiem ścianie jednej z bud przy targowicy wiesza landszafty swojego autorstwa, całkiem ładne zresztą, a który gotów jest bronić Krosna i pouczyć osobę robiącą tej ścianie zdjęcie, że jeśli chce sfotografować miasto, to powinna pójść z aparatem gdzieś indziej.

fot. Filip Springer

(Malarz ma na imię Stanisław. Gdy miał 16 lat pojechał do Bytomia fedrować węgiel, potem, w Krośnie, naprawiał maszyny rolnicze, a jeszcze potem produkował amortyzatory. Od czasu przejścia na emeryturę niemal codziennie pojawia się przed 9.00 na targowicy, rozkłada małoformatowe "oleje" i "akryle" z widokami miasta i okolicy, i czeka, tak do 12.30. Zazwyczaj na próżno, zwłaszcza teraz, gdy klientów targowicy interesują znicze i sztuczne chryzantemy. Pytanie o gościa z aparatem, którego upomniał, trochę go dziwi, ale oczywiście odpowie, anegdotą: - Pewien facet kupił ode mnie kiedyś trzy obrazki. Przedstawiały kryte strzechą chałupy, które można jeszcze spotkać niedaleko Krosna. Wrócił po kilku tygodniach i zamówił jeszcze dziesięć takich obrazków. Zapytałem go, dlaczego zamawia aż tyle. Powiedział, że jeździ biznesowo do Chin, daje te obrazki Chińczykom, a oni się śmieją, że w tej Polsce to taka bieda. A Polska przecież tak nie wygląda!)

Wstyd

Mniej czadowe jest natomiast to, że w czasie oprowadzenia Filipa Springera po Krośnie, z powodu fiksacji na punkcie szkła, można było kompletnie zapomnieć o Ignacym Łukasiewiczu, a na trop jego związków z miastem Filip Springer musiał wpaść sam. (- A czyj to pomnik? - zapytał po prostu, spoglądając na pokryty zieloną patyną monument, na którego odsłonięcie w 1932 roku zjechało do kilkunastotysięcznego Krosna prawie sto tysięcy ludzi!).

I to, że w miejscach, w których o dokonaniach naftowego geniusza powinno się krzyczeć co najmniej tak głośno jak o wybornej formie Roberta Lewandowskiego, świadectwa tych dokonań zdają się wydawać zaledwie szept, którego ktoś, kto nie zapytał wcześniej o pomnik, mógłby w ogóle nie usłyszeć.

W pracy nad książką Filip Springer może liczyć na pomoc kilkudziesięcioosobowego grona tzw. korespondentów - osób mieszkających lub pochodzących z byłych miast wojewódzkich, które dostarczają najważniejszych informacji z tych ośrodków

Pstryk

Gdy Filipowi Springerowi coś się w przestrzeni miejskiej nie podoba (lub podoba się inaczej) albo gdy coś go w niej rozbawia (lub rozbawia go inaczej), wówczas wyjmuje z torby aparat i robi temu czemuś zdjęcie.

W Krośnie Filip Springer dość często wyjmował z torby aparat.

Ale nie ma się co załamywać, bo przestrzeń polskich miast w większości wygląda tak, że gdy już raz wyciągnie z torby aparat, właściwie mógłby go nie chować.

Karabin

Zdania wypowiedziane przez swoich rozmówców, po przeczytaniu których poczujesz, że krew ci w żyłach przyspieszyła, Filip Springer podkreśla w notatniku. Nazywa je zdaniami-pistoletami.

Podczas rozmowy o Krośnie sam wypowiedział takie zdanie: - Historia Łukasiewicza urwała mi głowę.

- Dla ludzi w Krośnie jest ona pewnie banalna, ale dla mnie to jest materiał na książkę. Z tą historią naftową mam takie poczucie, że trafiłem na polankę z grzybami, której nikt wcześniej nie odkrył i mogę te grzyby kosić kosą - cieszy się reporterską radością.

Pocztówki

Z każdego miasta Filip Springer wysyła dwie pocztówki. Pierwsza jest tekstowa, druga dźwiękowa. Tekstową opublikował na blogu Miasta Archipelagu, a dźwiękową nagrał dla radiowej Trójki, która rozesłała ją do słuchaczy w całej Polsce.

Więcej informacji o projekcie "Miasto Archipelag" można znaleźć tutaj.

Dawid Iwaniec, fot. (DI), Filip Springer